niedziela, 12 stycznia 2014

Prezenty i utracone, mam nadzieję odzyskane, dane

Witajcie,
wiem wiem, już dawno po Świętach, ale to nic, i tak pochwalę się moimi prezentami : ) Trochę mnie tu mało dlatego że ruszyłam z przygotowaniami do egzaminu inżynierskiego i zabiera mi to sporo czasu, na całe szczęście pracę mam już praktycznie skończoną, jest na drugich poprawkach u promotora i myślę, że za tydzień, może trochę dłużej będę mieć ją wydrukowaną, oprawioną i złożę dokumenty, żeby ustalić termin obrony. Nie podoba mi się fakt, że nie znam terminu obrony i tak się uczę "w ciemno". Stresuje mnie to, że nie wiem! Uhh, a nawet nie wyobrażacie sobie w jaką panikę wpadłam, kiedy myślałam, że trzeba wygłosić krótką prezentację pracy na obronie, że kiedyś była, teraz chyba też, pierdu pierdu, że ja muszę mieć czas przećwiczyć takie wystąpienie i w ogóle, tak bardzo mnie to zestresowało, że powiedziałam, że się nie bronię! Wyobrażacie sobie? Ale chwilę później mój A. trochę mnie uspokoił, nakazał napisać do kogoś, kto wie taki rzeczy i tym oto optymistycznym elementem Pani Baśka z dziekanatu odesłała mnie do jakiego dokumentu (oczywiście ukrytego na stronie wydziału, tak że nikt by tam nie trafił bez wskazówek), no i prezentacja jest tylko na magisterskim ; D Nie chodziło mi o to, że prezentacja jest taka straszna, wygłaszałam dosyć sporo i kilka razy dłuższych prezentacji, ale ja po prostu NIE WIEDZIAŁAM, czy ona będzie, czy nie, ile mam czasu itd. Panikara...

Ale wracając do chwalenia się:
Tadam!

 Przepiśnik oczywiście biedronkowy, cudowny prezent od Mamy : ) Pyszne 25 to taki prezent ode mnie dla mnie, przepisy są proste, kilka wydaje mi się nawet zbyt banalnych, ale wypróbowałam już dwa i podbiły moje serce, zwłaszcza guacamole, które swoją premierę miało w noc sylwestrową, pyszne.


Uwaga, uwaga, prezenty od Ukochanego : ) Wie, czego mi trzeba. Kubek z porcelanowym zaparzaczem (nie metalowym, bo takich pełno) i przykrywką podbił moje serce i wreszcie mogę łatwo zaparzyć sobie ziółka, jest świetny, długo o takim marzyłam. Sushi jest właściwie dla nas, bo wkręciliśmy się w rolowanie, chociaż w książka jest dość prosta, ale można zaczerpnąć pomysły. No i czytadło, literatura skandynawska, kryminał, czyli to co uwielbiam.

Pokaże Wam jeszcze mój kalendarz, biedronkowy! i naklejki. Jakoś nie mogłam się pozbierać z rozpoczęciem roku bez posiadania kalendarza, zwłaszcza, że przez ostatnie dwa tygodnie nie mam laptopa, gdyż.... padł mi dysk i straciłam wszystko z 4 lat. A dwa dni wcześniej zapisałam sobie, ile muszę kupić płyt DVD, żeby skopiować najważniejsze rzeczy, nie zdążyłam. Przestroga- nie podnoście swoich laptopów, gdy te dopiero zaczynają pracę. Mój był uśpiony i w momencie klikania spacji, żeby się obudził (wtedy się rozpędza),  on po prostu zaczął piszczeć i tyle z niego było. Na szczęście dysk został oddany do odzyskiwania danych i nie była to ciężka awaria, jedyne 0,1% powierzchni jest uszkodzone i jutro powinnam mieć z powrotem moje dane na nowym dysku. Odzyskiwanie kosztowało 600zł, plus przygody z nowym dyskiem (masakra, trzy sklepy po złożeniu zamówień, a nawet zapłaceniu, po kilku dniach dawały znać, że jednak nie mają tego dysku, bo jest duże zainteresowanie i nie ogarnęli).


Jeszcze tylko przeleję swoją listę postanowień noworocznych na papier i mogę ruszać.