wtorek, 27 sierpnia 2013

Bikini ochronny krem do twarzy Bielenda- POLECAM!

ze strony producenta

 BIELENDA
Bikini Ochronny krem do twarzy SPF30 cera mieszana i tłusta


Opis producenta:
- specjalistyczny produkt ochronny do twarzy uwzględniający potrzeby skóry tłustej i mieszanej
- INNOWACJA – lekka, nietłusta konsystencja, nie obciążająca cery, nie zatykająca porów
- produkt wielosezonowy i wielozadaniowy – ochrona skóry twarzy latem na plaży, zimą w górach oraz jako city bloker
- ochrona ANTI-AGE na poziomie komórkowym
- skuteczne NAWILŻANIE
- zawartość KWASU HIALURONOWEGO
Cera mieszana i tłusta
Jasna karnacja
WYSOKA OCHRONA

- wzmacnia ochronę przed podrażnieniami i poparzeniami słonecznymi
- nie zatyka porów, łagodzi zmiany trądzikowe
- przeciwdziała nadmiernemu wysuszeniu skóry i utracie wody z naskórka
- zapobiega powstawaniu przebarwień spowodowanych słońcem – chroni przed fotostarzeniem
- wspomaga ochronę anti-age i opóźnia procesy starzenia się skóry
- intensywnie nawilża, poprawia jędrność i elastyczność skóry

Krem szybko się wchłania, pozostawia przyjemne uczucie gładkiej, miękkiej i jedwabistej skóry.



Skład:
Aqua (Water), Caprylic/Capric Triglyceride, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Octorylene, Sorbitan Stearate, Sorbityl Laurate, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Glycerin, Dimethicone, Propylene Glycol, Caesalpinia Spinosa Oligosaccharides, Caesalpinia Spinosa Gum, Sodium Hyaluronate, Tocopheryl Acetate, Hydroxyethylcellulose, Ethylhexylglycerin, Disoduym EDTA, Phenoxyethanol, DMDM Hydantoin, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.


Cena i dostępność:
Płaciłam około 11zł/50ml w Realu. Łatwo dostępny. 


Opinia:
Plusy:
+zapach
+cena
+lekka konsystencja, nietłusta
+szybko się wchłania
+łatwo rozprowadza i nie bieli
+sprawdza się pod makijaż
+nie zatyka porów
+nie powoduje świecenia skóry
+nawilża
+chroni przed słońcem
+całkiem wydajny (jedną tubkę używam około 2 miesiące,a nadal się nie skończył)
+tubka zamiast słoiczka sprawdza się, gdy trzeba zabrać krem na plażę, szlak itp.

Minusy:
-hmm, szczerze, to nie widzę takowych

Jestem zachwycona tym kremem! Sprawdza się na słońcu, dba o moją skórę, nie świecę się, nie jestem po nim biała, nie jest tłusty. Na pewno kupię go za rok! Koleżanka podczas wspólnego opalania wypróbowała go i następnego dnia kupiła tubkę dla siebie. Jest obłędny! A i co dla niektórych może okazać się bardzo ważne- wypróbowałam pod makijaż i nie ma z nim żadnego problemu.
Polecam gorąco!!!

P.S. Już niedługo książkowe rozdanie!

niedziela, 25 sierpnia 2013

English Every Day! - mój angielski

Dzisiaj chcę napisać o tym, co robię w kierunku mojego angielskiego. Generalnie moje braki w angielskim opierają się na dwóch rzeczach- małym zasobie słów i braku umiejętności swobodnej konwersacji. Drugi problem raczej tkwi we mnie, ale pierwszy wynika z faktu, że angielskiego uczę się dopiero od liceum, w dodatku nie miałam wtedy możliwości uczenia się od podstaw, zostałam po prostu wrzucona do jednego worka z ludźmi wcześniej uczącymi się angielskiego, no przynajmniej te 3 lata gimnazjum. Co prawda na koniec liceum dostałam przy klasie mega pochwałę od nauczycielki angielskiego, że zrobiłam największe postępy i w ogóle była ze mnie bardzo zadowolona, ale nie zmienia to faktu, że miałam styczność z mniejsza ilością słów. Tak więc głównie w tym kierunku idą moje działania obecnie. 

Zostając w temacie mojej historii z angielskim- na studiach nie miałam wyboru języka, narzucony był angielski. Dobrano nam poziomy itd., trafiłam na B1 (który miałam w liceum -.-), chociaż teoretycznie wg punktacji wychodziło B2, ale grupy nie pasowały i musieli jakoś to ogarnąć, i szczerze mówiąc czuję się w gorszym stanie językowym niż przed studiami… Smutne. Przerabialiśmy podręcznik, robiliśmy ćwiczenia, słuchaliśmy itd. Przez pierwszy rok jakoś to wychodziło, pani wyciągała nas do gadania. Ale w drugim roku zmienili nam prowadzącą, która po kilku godzinach zajęć uznała, że nie lubimy gadać i po prostu tego nie robiliśmy. No dobra, może czasem wyciągnęła kogoś, ale w porównaniu z pierwszym rokiem powiedziałam milion razy mniej. Poza tym oglądaliśmy filmy, byliśmy chyba jedną z bardzo niewielu grup, które nie przygotowywały prezentacji na zaliczenie itd. Itd. 


Aktualnie w kierunku rozwoju mojego angielskiego robię następujące rzeczy:

- memrise.com i kurs z (zdaje się) 502 słówkami, które trzeba znać (nie, nie są to totalne podstawy, jak kolory xd)

- od czasu do czasu czytam Harrego Pottera 

- zakupiłam fiszki (czasowniki frazowe; a fiszki ostatnio były w Biedronce za około 6zł) i i będę ćwiczyć

- czytam artykuły naukowe do swojej inżynierki (no dobra, nie czytałam ich przez ostatnie 2 miesiące, ale już niedługo do tego siadam)

- oglądam seriale po angielsku, ale z polskimi napisami




Co zamierzam wprowadzić w życie:

- robić fiszki/założyć słowniczek nowych słówek, na które trafię w książkach, czy artykułach

- oglądać seriale i filmy z angielskimi napisami!

- zacząć kupować 2-miesięcznik English Matters- natknęłam się na wzmiankę o nim gdzieś w internecie, poczytałam, o co chodzi i na pewno będę się zaopatrywać (podobnie w 3-miesięcznik z rosyjskim) tutaj link: http://em.colorfulmedia.pl/

- GADAĆ GADAĆ GADAĆ!!!! Na początek myślę, że możemy ustalić z moim Lubym jakiś dzień tygodnia, w którym będziemy ze sobą porozumiewać się tylko po angielsku. Mój TŻ jest naprawdę wygadany w angielskim, więc szkoda byłoby z tego nie skorzystać! (buziaki ; *) No dobra, trzeba z tym poczekać, aż wrócimy do naszego akademickiego miasta.

- Zastanawiam się nad kursem konwersacyjnym w jakiejś szkole językowej, ale w tej chwili byłby to dla  mnie ogromny stres i nie chodziłabym tam z przyjemnością, dlatego na razie chcę postawić pierwsze kroki w tej kwestii z Ukochanym

- Zająć się angielskim zawodowym- mam do tego podręcznik (dostawaliśmy w prezencie od Uczelni/Unii E., ale z niego nie korzystaliśmy). Poszerzę dzięki temu swoje słownictwo, ale też będę czuła się pewniej w razie pytań na rozmowie kwalifikacyjnej, generalnie będzie to przydatne.

- Więcej czytać po angielsku- Harry Potter ma całkiem sporo niezrozumiałych dla mnie słów, ale są za to książeczki dostosowane zasobem słów do poziomu czytelnika- Penguin Readers. Można kupić, można znaleźć w internecie. Czytałam kiedyś taką książeczkę i naprawdę było to dla mnie przyjemne. Owszem, trafiały się niezrozumiałe słówka, ale jest ich zdecydowanie mniej w porównaniu np. z HP.

- Czytać z zakreślaczem w ręku!- przyda się do robienia fiszek, co by pamiętać, o które słówka mi chodziło, bo gdybym miała czytać ze słownikiem w ręku, czy z laptopem na kolanach, byłoby to trochę uciążliwe.


Mam nadzieję, że mój angielski ruszy pełną parą, chcę wreszcie przełamać swój opór językowy, chcę zacząć swobodnie mówić po angielsku, nie wymaga to przecież nie wiadomo jak dużej ilości znanych słówek. Wiem, że dam radę! 

A Wy co robicie w kierunku swojego językowego rozwoju? Może chcecie mi coś polecić?

P.S.
Już niedługo zamierzam przeprowadzić małe książkowe rozdanie : ) Zachęcam do śledzenia!

środa, 21 sierpnia 2013

Look at that!

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!  

Nie pal(ę)!!!



niedziela, 18 sierpnia 2013

5 wskazówek jak wybrać rower dla siebie



Wskazówki będą dotyczyć rowerów miejskich, bo są to rowery w gruncie rzeczy typowo do przemieszczania się, a nie np. do górskiej turystyki, czy down hillu. Ludzie szukający specjalistycznego roweru na pewno znają się na rzeczy i nie potrzebują moich rad, które i tak wydadzą im się laickie. Nie jestem specjalistą w kwestii rowerów, ale szukałam swojego roweru dobre pół roku i rozmawiałam z kilkoma osobami, moim Lubym, Tatą, Bratem (który swego czasu miał świetny rower skompletowany przez niego samego do skakania na hopach), personelem sklepów sportowych, a także  z byłym kolarzem prowadzącym świetny sklep rowerowy. Także czegoś tam się dowiedziałam, swój rower nareszcie mam i jestem z niego bardzo zadowolona, dlatego też podzielę się z Wami moimi wskazówkami dotyczącymi wyboru roweru .Wiadomo, że wygląd roweru jest ważny, właściwie jest pierwszą rzeczą, na którą kobiety zwracają uwagę oglądając rowery, ale z tym myślę, że każdy poradzi sobie sam. Ze swojej strony mogę jedynie powiedzieć, że warto sobie odpuścić na świetnie wyglądający rower z przecudnie pasującymi do czarnej ramy wiśniowymi błotnikami, na rzecz lepiej leżącego pod nami roweru, też czarnego, ale z błotnikami w mniej szałowym wariancie kolorystycznym : )

1.       Gdzie jeździsz?
Zastanów się, gdzie zamierzasz jeździć swoim rowerem. Czy raczej będą to ścieżki rowerowe i asfalt, czy może polne drogi, a może jeszcze szlaki górskie? W zależności od potrzeb dobierz dla siebie odpowiedni tym roweru. Ostatnio popularne są rowery miejskie, dodatkowo wiele z nich ma pewne udogodnienia, dzięki czemu rower nadaje się też na bardziej leśne przejażdżki.


2.       Wybierz wielkość  kół i ramy
Mieszczuchy występują najczęściej z kołami 26, często 28, a ostatnio można spotkać coraz powszechniej koła 29. Z jednej strony im większe koła, tym bardziej nasz rower po rozpędzeniu (co na asfalcie nie jest trudne) pięknie sunie i trzeba mniej wysiłku wkładać w jego napędzanie. Z drugiej jednak strony im większe koła, tym rower też większy, cięższy, może być nam na początku trudno go ogarnąć, no i ciężej się rozpędzić niż przy mniejszych kołach.  Uważam jednak, że do miasta duże koła są przydatne i warto kupić rower 28, czy nawet 29 (chociaż oglądałam rower z kołami 29 i wydaje mi się, że bardziej spełniałby się u wyższej osoby)
Nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, ale same ramy również mają swoje rozmiary. Rozmiar ramy dobiera się na podstawie wzrostu. Najbardziej popularna w mieszczuchach jest rama M (17), dla mnie właśnie taka jest idealna. Warto sprawdzić, czy podobający się nam rower ma odpowiednią dla nas opcję rozmiaru.
Odsyłam do poradnika, jak wybrać ramę roweru: Dobór ramy


3.       Przerzutki i hamulce
Zastanów się, czy potrzebujesz przerzutek. Spora część rowerów miejskich jest jednobiegowa i jeśli rzeczywiście zamierzasz jeździć tylko po ścieżkach rowerowych/płaskim terenie, będzie to opcja całkiem w porządku. Ale jeśli masz zamiar wybrać się gdzieś na leśną przejażdżkę po polnych dróżkach, gdzie trafiają się dziury, korzenie, czy nie ubity teren, warto rozejrzeć się za rowerem z przerzutkami. Mieszczuchy „przerzutkowe” często mają 3 biegi, większa ilość biegów jest dość rzadka. Ja wybrałam rower z 3 biegami i jestem bardzo zadowolona, podjazd pod górę nie jest męczący, a i bez problemu przemierzam polne drogi. Z przerzutkami istnieje jeszcze kwestia tego, czy będą one takie tradycyjne (kilka różnej wielkości zębatek i „przestawianie” łańcucha) albo mogą być też „zamknięte”-w piaście (nie ma całej tej wielkiej maszynerii przy tylnym kole, jest tylko takie niewielkie coś). Według pana z serwisu wbrew pozorom (że przerzutki w piaście są niewidoczne, zabudowane, więc bardziej awaryjne) lepsze są przerzutki nowego typu, bo odchodzi nam problem zabrudzenia, są bezawaryjne i bezobsługowe, są chwalone przez użytkowników.  Zobaczymy, jak to sprawdzi się u mnie.  Tu możecie przeczytać coś więcej: <klik>
Jeśli chodzi o hamulce- przedni hamulec to zwykle V-brake (taki „ręczny”), a z tylnym bywa różnie. W rowerach miejskich bardzo często jest to Torpedo, czyli hamulec „nożny” (hamujesz pedałami do tyłu), ale V-braki również występują. Z początku szukałam roweru, który miałby hamulec tylny w ręku, ale uznałam, ze w gruncie rzeczy jest to kwestia przyzwyczajenia się i ostatecznie wybrałam rower z hamulcem pedałowym : ) Nie narzekam.


4.       Przejedź się!
Gdy wybierzesz już kilka modeli warto się na nich przejechać. W sklepach sportowych w galeriach raczej jest niewielkie pole do manewru (ja jeździłam po galerii, pan ze sklepu na to pozwolił i wyszedł ze mną, ale zaraz przybiegł jeden z ochroniarzy całego obiektu i tyle z tego było ), z mojej strony mogę polecić sklepy rowerowe prowadzone przez prywatne osoby, chociaż też trzeba trafić na odpowiedni sklep, bo niektórzy mają tylko katalog firmy, 3 rowery na krzyż i ewentualnie ściągną ci wybrany model z katalogu, ale jak już się zdecydujesz i wpłacisz zaliczkę. Dobrze funkcjonujące sklepy rowerowe mają sporo modeli, umożliwiają przejażdżkę, współpracują z firmami i nawet bez pytania oferują rabaty (od cen widniejących na stronach producenta!). Także warto. 
Ale wracając do przejażdżki- to bardzo ważne! Teraz nie wyobrażam sobie zakupu roweru bez wypróbowania go. Powiedzmy, że wybierzesz rozmiar ramy i kół, ale praktycznie każdy rower  w danej rozmiarówce „leży” inaczej pod użytkownikiem. Ważna jest tutaj pozycja kierownicy. Część rowerów ma możliwość zmiany kąta nachylenia kierownicy, ale niektóre mają jedną stałą pozycję i wtedy koniecznie musisz sprawdzić, czy czujesz się dobrze i wygodnie na takim rowerze, bo jedyne, co można później zmienić, to wysokość i w niewielkim stopniu odległość siedzenia od kierownicy.


5.       Wyposażenie
Zwykle błotniki w mieszczuchach są w komplecie. Siedzenie w sklepie rowerowym w trakcie zakupu można sobie zmieniać na praktycznie dowolne (ja w swoim siedzeniu zmieniłam wspornik, czyli tą rurkę pod siedzeniem, na taką z amortyzatorem i jestem mega zadowolona, bo przyjemnie się na nim płynie przy ewentualnych nierównościach). Wiele rowerów oferuje oświetlenie, część ma dynama wbudowane w piastę przednią, a część ma takie tradycyjne dynamo. W sumie fajne jest takie wbudowane, ale akurat przy moim rowerze było tradycyjne dynamo, ale jest ono praktycznie niewidoczne i  używa się go całkiem dobrze.
Kolejna sprawa jeśli chodzi o wyposażenie to koszyk! Nie wyobrażam sobie roweru miejskiego bez koszyka. No bo przecież gdzie tu przepakowywać się za każdym razem w plecak itd. A torebkę trzeba mieć gdzie położyć. Praktycznie do każdego roweru da się zamontować koszyk. Polecam koszyki zdejmowane, które można odpiąć z roweru i np. wnieść w nich zakupy do domu. Często można spotkać koszyki wiklinowe, jednak moim zdaniem nie do końca są praktyczne, bo deszcz/słońce szybko je zniszczą. 


P.S.
Zapraszam do moich zakładek:
nowej zakładki Sprzedam-ubrania!
oraz wszelkich pozostałych rzeczy, łącznie z książkami: Sprzedam!!!

sobota, 17 sierpnia 2013

Ziaja Nuno maska z zieloną glinką

Ziaja Nuno
nuno-technologia przeciw pryszczom
Maska z zieloną glinką
cera zanieczyszczona, skłonna do wyprysków

ziaja.com 


Opis producenta:
Menu nuno: 
-glinka zielona
-ekstrakty z oczaru
-białej herbaty, szałwii, D-panthenol
Nuno przeciw pryszczom: 
-wykazuje skuteczne działanie ściągające
- wyraźnie zmniejsza rozszerzone pory
-łagodzi zmiany trądzikowe i normalizuje pracę gruczołów łojowych
- nawilża skórę oraz łagodzi podrażnienia
- nie zatyka porów
Efekt nuno: redukcja sebum, redukcja "świecenia się" skóry- efekt mat


Skład:
Aqua (Water), Octyldodecanol, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Illite, Cetyl Alcohol, Glycerin, Dimethicone, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Laureth-7, Propylene Glycol, Camellia Sinensis Extract, Hamamelis Virginiana Extract, Salvia Officinalis Extract, Titanium Dioxide, Panthenol, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Benzyl Salicylate, Geraniol, Citronellol, Citric Acid, CI 42090 (FD&C Blue No.1). 


 Cena i dostępność:
swoją maseczkę kupiłam w drogerii internetowej za około 6zł/60ml, ale produkty Ziai są powszechnie dostępne we wszelkich stacjonarnych drogeriach, także w supermarketach itp.


Opinia:
plusy:
+ściąga pory
+nie podrażnia
+nie zatyka
+idealnie nadaje się do nałożenia punktowo na noc i doskonale wtedy wysusza i zmniejsza pryszcze
+ładnie pachnie
+cena

minusy:
- lejąca konsystencja, da się nałożyć na twarz i raczej z niej nie spływa, ale wolę mniej płynne maski
- nie zauważyłam zmniejszenia ilości zaskórników (chociaż w gruncie rzeczy ma działać na pryszcze, a nie zaskórniki)
- raczej nie zmieniła aktywności gruczołów łojowych, co prawda skóra po użyciu jest matowa itd, ale jest to efekt krótkotrwały


Podsumowując: kończę pierwsze opakowanie i być może kupię jeszcze kiedyś tą maseczkę, ale do stosowania punktowo na wyskakujące od czasu do czasu niespodzianki. Poleciłam takie zastosowanie mojemu Bratu i też jest zadowolony. Jednak do zastosowania typowo jako maseczkę wybiorę coś innego. Maska Ziai jest ok, rzeczywiście zwęża pory, działa na pryszcze, ale potrzebuję też innego działania (na zaskórniki, wągry). Punktowo-świetna.

Nuno przeciw pryszczom:
- Absorbuje nadmiar sebum, wykazuje skuteczne działanie ściągające oraz wyraźnie zmniejsza rozszerzone pory.
- Łagodzi zmiany trądzikowe i normalizuje pracę gruczołów łojowych.
- Intensywnie nawilża skórę oraz łagodzi podrażnienia.
- Nie zatyka porów.
Efekt nuno: redukcja sebum, redukcja „świecenia się” skóry – efekt mat
- See more at: http://ziaja.com/kosmetyki/1788,maska-z-zielona-glinka#sthash.dxdZRZFA.dpuf
Nuno przeciw pryszczom:
- Absorbuje nadmiar sebum, wykazuje skuteczne działanie ściągające oraz wyraźnie zmniejsza rozszerzone pory.
- Łagodzi zmiany trądzikowe i normalizuje pracę gruczołów łojowych.
- Intensywnie nawilża skórę oraz łagodzi podrażnienia.
- Nie zatyka porów.
Efekt nuno: redukcja sebum, redukcja „świecenia się” skóry – efekt mat
- See more at: http://ziaja.com/kosmetyki/1788,maska-z-zielona-glinka#sthash.WkHmKEEW.dpuf
Nuno przeciw pryszczom:
- Absorbuje nadmiar sebum, wykazuje skuteczne działanie ściągające oraz wyraźnie zmniejsza rozszerzone pory.
- Łagodzi zmiany trądzikowe i normalizuje pracę gruczołów łojowych.
- Intensywnie nawilża skórę oraz łagodzi podrażnienia.
- Nie zatyka porów.
Efekt nuno: redukcja sebum, redukcja „świecenia się” skóry – efekt mat
- See more at: http://ziaja.com/kosmetyki/1788,maska-z-zielona-glinka#sthash.WkHmKEEW.dpuf
Nuno przeciw pryszczom:
- Absorbuje nadmiar sebum, wykazuje skuteczne działanie ściągające oraz wyraźnie zmniejsza rozszerzone pory.
- Łagodzi zmiany trądzikowe i normalizuje pracę gruczołów łojowych.
- Intensywnie nawilża skórę oraz łagodzi podrażnienia.
- Nie zatyka porów.
Efekt nuno: redukcja sebum, redukcja „świecenia się” skóry – efekt mat
- See more at: http://ziaja.com/kosmetyki/1788,maska-z-zielona-glinka#sthash.WkHmKEEW.dpuf
Nuno przeciw pryszczom:
- Absorbuje nadmiar sebum, wykazuje skuteczne działanie ściągające oraz wyraźnie zmniejsza rozszerzone pory.
- Łagodzi zmiany trądzikowe i normalizuje pracę gruczołów łojowych.
- Intensywnie nawilża skórę oraz łagodzi podrażnienia.
- Nie zatyka porów.
Efekt nuno: redukcja sebum, redukcja „świecenia się” skóry – efekt mat
- See more at: http://ziaja.com/kosmetyki/1788,maska-z-zielona-glinka#sthash.WkHmKEEW.dpuf

czwartek, 15 sierpnia 2013

11 sposobów na poprawę nastroju i zdobycie chęci do działania

Ostatnim czasem brakowało mi nieco chęci do zrobienia czegoś, jakoś tak czas leciał, a u mnie nic nowego się nie działo. Postanowiłam coś z tym zrobić i dzielę się z Wami wskazówkami, dopiero co wypróbowanymi.

1.       Po prostu coś zrób!
Chciałaś spróbować rysować? Weź szkicownik, ołówek i do roboty! Miałaś chęć zrobić generalne porządki? Weź do ręki ścierkę, miotłę, zwiąż włosy  i do dzieła! Masz ochotę na cokolwiek, ale nie możesz za to się zabrać? Musisz się „zmusić” do pierwszego kroku. Bowiem:
Najtrudniejszy pierwszy krok!


2.       Wyłącz Facebooka!
Ile to zło zabiera czasu? I to na co- bezmyślne gapienie się w poczynania znajomych, a w gruncie rzeczy tylko nieliczne osoby z tego grona nas interesują. A widzenia, że ktoś był tam, zrobił to i to, zamiast zmotywować do działania, raczej powoduje skutek przeciwny- smutno nam, że my tego nie zrobiliśmy, tam nie byliśmy i w ogóle siedzimy w kącie, smutek i łezka. Tak więc- wyłącz to złoo! A jak tłumaczysz się, że chcesz pogadać z przyjaciółką- zadzwoń do niej albo jeszcze lepiej- umów się na kawę czy piwo. Kontakt oko w oko jest milion razy efektywniejszy i korzystniejszy.


3.       Idź na zakupy!
Nie mówię, że trzeba od razu wpadać w zakupowe szaleństwo. Ale coś małego na pewno poprawi Ci humor, np. lakier do paznokci, nowy tusz do rzęs, a może znalezienie szamponu rzeczywiście odpowiedniego do Twojego typu włosów? (zakupiłam Green Pharmacy pokrzywowy i dowiedziałam się nareszcie, że istnieje coś takiego jak włosy mieszane, a także, że bliżej mi do włosów normalnych niż przetłuszczających. Mam nadzieję, że nie wysuszy mi skóry głowy, bo na to głównie liczę). Swoją drogą na moje zakupy wybrałam się z Mamą i w końcu mam nową torbę (za którą nie płaciłam, bo Mama szybciej wyciągnęła swoją kartę ; d). Mam nowe baleriny za 15zł, zamiast 60zł (promocje w CCC), w ogóle przekonałam, że zakupy z Mamą nie są złe, chociaż czasem potrafi zniechęcić do zakupu fajnej bluzki, bo po prostu to nie trafia w jej gust. A i doradzając Mamie w zakupie okularów słonecznych, wybrałam właściwie okulary dla siebie, bo Mama stwierdziła, że okulary przydadzą jej się tylko na wyjazd wakacyjny, a potem mogę je wziąć. 


4.       Zdobądź bezpłatne próbki!
Korzystając z wypadu na zakupy i wizycie w aptece, zapytałam panią, czy mają katalogi Vichy z próbkami. No i dostałam dwa takowe, po 5 próbek w każdym, o. Jaka radość ; D Nawet krem 60+ się przyda, nałożyłam go na wierzch maseczki.
5.       Wypróbuj nowe fryzury!
Szczerze, to żyłam w tej kwestii w nieświadomości. Uznawałam, ze z moim kukuryku na srodku czoła nie znajdę nic i najlepsze są rozpuszczone włosy albo standardowy kitek. A tu przez przypadek odkryłam świetny kanał na YT- stylizacje
I tak znalazłam dla siebie kika fajnych prostych fryzur
A
B
C
O a tu jeszcze jak obciąć włosy

6.       Urządź domowe SPA
Idąc za punktem wyżej- nałóż maseczkę, wyreguluj brwi, pomaluj paznokcie, weź kąpiel z dodatkiem ulubionego olejku, zrelaksuj się. Poświęć sobie czas. Nałóż olej na włosy (wspomniałam wyżej o przesuszonej skórze głowy, co ostatnio skończyło się wzmożonym przetłuszczaniem, wcześniej chroniło mnie przed tym olejowanie od czasu do czasu i mogłam myć włosy co 3 dni, a teraz w domu zaniechałam tego, bo Mama się śmiała ze mnie -.- no i używając tego samego szamponu muszę myć włosy co 1,5 dnia. Także wracam do olejowania i zmieniam szampon na łagodniejszy). Wymocz stópki, użyj pachnącego balsamu, podgrzej olejki zapachowe.


7.       Podpisz zdjęcia z wakacji!
Nie wiem, jak Wy, ale ja lubię mieć chociaż po kilka zdjęć wywołanych i włożonych do albumu. Tylko mam spore zaległości, jeśli chodzi o podpisywanie. Tak więc po dwóch latach podpisałam zdjęcia z Chorwacji! Podpisując zdjęcia wspominamy świetny czas, nabieramy ochoty na jakiś fajny wyjazd, nawet za miasto na łąkę. Polecam!


8.       Zmień zdjęcia w ramkach!
Zostając w temacie zdjęć polecam odświeżenie wnętrza chociażby właśnie przez zmianę zdjęć w ramkach/na szafie/na tablicy itp. Przyda się coś nowego w najbliższym otoczeniu, coś pozytywnego, radosnego, przypominającego o świetnych momentach w życiu.


9.       Przeczytaj coś kobiecego!
Może być kolorowy magazyn, książka itp. To nic, że zazwyczaj wybierasz kryminały albo książki historyczne. Wybierz coś przyjemnego, lekkiego, kobiecego. Ostatnio złapałam za „Coco Chanel. Życie intymne.” Na razie nie mogę powiedzieć nic na ten temat, bo jestem na samym początku. Kolorowy magazyn też jest niczego sobie na taki czas. Dobrze by było, gdyby nie był zupełnie „głupiutki”. Mi podoba się „Twój styl”, korzystam z zakupu mojej Mamy ; )


10.   Załóż/uzupełnij Wdzięczny Dziennik
Niedawno znalazłam w domu niezagospodarowany książkowy kalendarz na 2013 rok. Znalazłam mu zastosowanie- wpisuję rzeczy, za które dziękuję, jestem wdzięczna, które mnie podbudowały, sprawiły mi radość itd. Polecam! Fajnie spojrzeć na takie zapiski, gdy coś idzie na tak, a także spróbować, nawet trochę na siłę, znaleźć coś pozytywnego w mało pozytywnym dniu. Mobilizuje do działania i podnosi na duchu.


11.   Poszukaj nowej muzyki!
W kółko słuchasz tego samego? Przejadła Ci się muzyka w telefonie albo ciągle te same piosenki w różnych stacjach radiowych? Nic trudnego, włącz YT i szukaj. Możesz zacząć od czegoś co znasz i lubisz i podążać za podpowiedziami : ) Naprawdę ciekawe rzeczy można znaleźć. Moim ostatnim odkryciem jest Nouvelle Vague



sobota, 10 sierpnia 2013

Zapiski #3

Wakacje płyną i płyną, mam wrażenie, że bardziej je wykorzystywałam w trakcie praktyk, miałam wtedy więcej energii i zapału, a przez ostatni czas trochę opuścił mnie optymizm i radość. No cóż, mam nadzieję, że to się poprawi, bo chcę wycisnąć z tego wolnego czasu jak najwięcej!

Na początku tygodnia doczekałam się zakupu roweru! Jest przecudny, czarny, wygodny, siedzę na nim jak księżniczka. Mój czarny rumak : )

Tymczasem próbowałam kolejnych nowych rzeczy.

Tym razem wybrałam się pierwszy raz na siłownię! Przyjaciółka podpowiedziała mi, że w Pure Jatomi, gdzie chodzi ona, można skorzystać raz z darmowej wejściówki. Wejściówka jest całodniowa i można w tym czasie iść na wszelkie dostępne zajęcia i korzystać z siłowni. Jeśli w Waszym mieście jest Pure Jatomi, to wejściówkę możecie ściągnąć tutaj  Szczerze mówiąc przed chwilą szukałam i nie mogę znaleźć linku dokładnego, ale spróbujcie : )

Wracając do siłowni. P. była moim mentorem ; D i pokazywała mi co i jak. Najpierw sobie pobiegałyśmy na bieżni (byłam zafascynowana guziczkami i co chwilę coś zmieniałam, a nachylenie bieżni to w ogóle coś pięknego, poczułam się przez chwilę prawie jak podchodząc pod szczyt w górach). Potem pojeździłyśmy na rowerkach i kolejny pierwszy raz- poszłyśmy na zajęcia z Belly Dance- tańca brzucha! Będąc dwa lata temu w Chorwacji z rodzicami mieliśmy jednodniową wycieczkę do Mostaru (przecudne, bośniackie miasteczko) kupiłam sobie taką chustę do tańca brzucha i w końcu miałam okazję wypróbować ją na zajęciach. Generalnie pani instruktor była świetna, miała niebieską długą spódnicę z rozcięciami i brzęczykami i świetnie patrzyło się na jej ruchy, alee mi to nie bardzo wychodziło. Nie umiem nie wypinać tyłka! A w tańcu brzucha tyłek trzeba chować. Chyba zdecydowanie bardziej dla mnie odpowiedni byłby dancehall, oo tak! Poza tym w Belly Dance trzeba jakby odizolować mięśnie od siebie itd itd. Piękne kobiece ruchu i podkreślanie kształtów, nagle okazuje się, że masz milion więcej mięśni niż sobie uświadamiasz, fajna muzyka, ale mi chyba lepiej pasuje patrzenie na to, niż robienie tego ; D wolę coś bardziej energicznego. A Was zapraszam do poczytania o Belly dance u P., o tutaj:  uniquespirit91


Po zajęciach i przygotowaniu poszłyśmy do sauny! To też mój kolejny pierwszy raz ; D i było masakrycznie gorąco i sucho, 80 stopni, całkiem mi się podobało, chociaż najpierw chciałam uciekać, a potem usiadłam w najchłodniejszym miejscu w saunie. Po wyjściu przyjemna ulga i cudowne orzeźwienie pod chłodnym prysznicem. Chciałabym spróbować sauny takiej bardziej wilgotnej, nie znam się na tym wszystkim, więc nie wiem nic o nazwach saun, ale chyba istnieje bardziej mokry rodzaj.

Ostatnie dwa dni spędziłam u mojego Lubego, bo jego rodzice wypoczywają nad morzem. Był moim szoferem (i chyba tak zostanie na stałe, bo ja i samochód jakoś się ze sobą nie dogadujemy xd, wolę mojego czarnego rumaka). Zabraliśmy się wczoraj nad jezioro na łódkę mojego Taty i było świetnie. Najpierw mielismy problem z odnalezieniem właściwej łódki, mi się ubzdurało, że Tato ma biało-zieloną łódkę (a była biała z czarnymi elementami -.-) i tak chodziliśmy od łódki do łódki, sprawdzając, czy uda nam się ją odpiąć -.- wreszcie po sporej ilości prób poddałam się i zadzwoniłam do Taty i łódka stała jedna jedyna taka, z czarnymi, a nie z zielonymi elementami, niewzruszona kilka kroków od wszystkich wypróbowanych. Ale koniec końców rejs się odbył i na pewno skorzystamy jeszcze z tej atrakcji w wakacje. Później doceniliśmy supermarkety otwarte do późna, co umożliwiło nam zakup składników na pizzę i zakochaliśmy się w pepperoni łagodnym : )

Co u Was, jak mija Wam czas?

środa, 7 sierpnia 2013

Sprzedaję! książki, biżuteria, kilka kosmetyków

Witajcie,
postanowiłam wykorzystać bloga w trochę inny sposób, otóż chcę sprzedać kilka książek i innych rzeczy, których uznałam, że trzeba się pozbyć w szale Tygodnia Porządku

Tak więc zapraszam do dwóch zakładek widocznych u góry mojego bloga, obok strony głównej-

oraz

Wszelkie pytania proszę stawiać w komentarzach, pod tym postem lub na stronach ze sprzedażą, a także kierować na maila: piffpufa@gmail.com

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Złapane w sieci

Znalezione podczas szukania dla koleżanki produktów, które po zjedzeniu zniechęcają do zapalenia papierosa. A tu takie o, przydatne coś : )


Czy Wam również mówiono, gdy byliście dziećmi, że czarne pestki z arbuza są fu, nie można ich jeść i w ogóle mają robaki?! Bo mi właśnie opowiadano takie bajki i tak sobie żyłam w nieświadomości, przekonana, że pestki arbuza nic w sobie nie mają i są be.
Ostatnio zauważyłam, że moja Mama nie wydłubuje już pestek arbuza, jak kiedyś, tylko zjada go razem z nimi. Zaintrygowana tym faktem poszukałam informacji w internecie (bo od Mamy raczej trudno cokolwiek wyciągnać ; )) i oto jest! Już nigdy nie wydłubię żadnej pesteczki!

weheartit



Bardzo ciekawy opis, warto wypróbować. Zwłaszcza, że tak jak wspomniano, czasem w skórce warzywa czy owocu znajduje się najwięcej wartościowych rzeczy, więc zdecydowanie lepiej ją dobrze oczyścić, niż się jej pozbyć.
Poza tym spodobał mi się cały portal StressFree


Ciekawe pomysły na dania


DIY! Chociaż szczerze mówiąc mało który pomysł trafia w mój gust, ale warto się zainspirować


Już dawno temu podpatrzone na jakimś blogu


Podoba mi się ten projekt, zgłębię go w najbliższym czasie i prawdopodobnie zrealizuję, bo uwielbiam listy, uwielbiam wszystko spisywać, porządkować, przepisywać, odznaczać itd itd.


BraFitting
Porady brafitterskie, warto zajrzeć : ) Można też zamówić darmową profesjonalną taśmę brafiterską przez założenie konta i zgodę na newsletter (z którego oczywiście można później zrezygnować). Ja swoją taśmę zamówiłam właśnie dziś


Również podpatrzone dawno temu na którymś z Waszych blogów, ale tym razem przypadkowo odnaleziony sam portal. I wreszcie zapisałam się i zaczęłam pierwsze szkolenie : ) Póki co mogę powiedzieć, że szkolenie jest przyjemne, ale rozbudowane i nie ma co liczyć, na szybkie przebrnięcie i włożenie wiedzy między książki. 


Zbieram gwiazdki od roku, zostało mi tylko 10, proszę proszę proszę pomóżcie!!! : D Może jakaś dobra dusza jeszcze nie słyszała o tym albo komuś spodobają się dostępne pudełka i zapragnie je mieć? Zachęcam do skorzystania z tego linku polecającego- wtedy sprawisz przyjemność i sobie i mnie, wspomagając moje gwiazdkowe konto

piątek, 2 sierpnia 2013

5 kosmetyków, których więcej nie kupię

weheartit.com
Wpis bardziej ma posłużyć mi, żebym miała gdzieś dostępne spisane takie kosmetyki. A wiadomo, że dany kosmetyk zupełnie inaczej może spisywać się u kogoś innego, niż u mnie, zwłaszcza, że jestem uczuleniowcem i wiele produktów w kontakcie z moją skórą wywołuje nieciekawe i czasem zaskakujące efekty.

Tak więc:


Nivea Aqua effect Odżywczy krem nawilżający na dzień
 Byłam z tego kremu zadowolona, bo nawilżał, szybko się wchłaniał, miał całkiem wysoką ochronę UV (a szukam właśnie takich kremów) itd itd. Ale był w porządku do czasu, gdy na czas wakacji kupiłam sobie inny krem z mocniejszym filtrem i nagle moja skóra przestała się świecić. Wcześniej sądziłam, że taki po prostu mój urok i poza okresowymi napadami chęci zdziałania czegoś z tym faktem, nie przejmowałam się tym. Ale już od pierwszego dnia używania nowego kremu zauważyłam ogromną różnicę i tak jest do tej pory. Tak więc z resztką kremu Nivea, którą zostawiłam na "po wakacjach" pożegnam się i przekażę Mamie ; )

Nivea pure effect control shine żel-krem

 To właśnie jeden z produktów, które wypróbowałam w przypływie chęci zdziałania coś ze swiecącą skórą, a który zniechęcił mnie do dalszych eksperymentów, aż do przypadkowego odkrycia. Tak więc tego kremu użyłam góra trzy razy, bo podrażniał mi skórę. Może i mniej się świeciła (ale szczerze mówiąc nie pamiętam dokładnie), ale była cała czerwona, podrażniona i nie nadawała się do pokazania innym. Na szczęście krem znalazł nową właścicielkę, mam nadzieję, że z jej skórą nie zrobi nic złego.


Nivea (znów) soft

Zywkły krem do codziennej pielęgnacji. Polecony przez przyjaciółkę, która używa go już długi czas. Hmm, no tak, tylko że u mnie spowodował chropowatość skóry, nakładając w tamtym okresie coś na twarzy czułąm pod palcami malutki górki i doliny, trochę jak papier ścierny. Dodatkowo skóra trochę piekła. Po powrocie do poprzedniego kremu wystarczyło kilka dni i skóra wróciła do normy. Na szczęście kupiłam mały słoiczek nivei i szybko znalazł on nową właścicielkę w postaci wspomnianej przyjaciółki


Perfecta Beauty Mask maseczka na twarz, szyję i dekolt głęboko nawilżająca

Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że po każdym zastosowaniu następnego dnia rano znajduję kilka bolących krostek na twarzy. I tak za każdym razem. Na całe szczęście maseczka jest przeznaczona tylko na kilka użytków i nie kosztowała dużo, także nie będę za nią tęsknić.


Dove Natural Touch dead sea minerals antyperpirant w kulce

Generalnie miał taki zapach, że zaraz po posmarowaniu pachniało się, jakby się człowiek spocił. Wąchając go wprost z opakowania pachniał ładnie, przyjemnie, delikatnie. A na skórze katastrofa. Niestety.


Trochę niepokojące jest to, że na tej mojej krótkiej liście 3 z 5 pozycji zajmują produkty Nivei. Muszę jednak przyznać, że mają w swojej ofercie kilka pozycji, które wypróbowałam i całkiem dobrze się sprawdzily. Ale nie o tym ten wpis. 
Poza tym skóra mojej twarzy jest naprawdę wrażliwa i wymagająca, tak więc to, co nie sprawdziło się u mnie, może być idealne dla kogoś innego, jak w przypadku każdego innego kosmetyku : )