środa, 31 lipca 2013

DIY #3 - opaska na włosy pleciona na gumce

Potrzebujemy:
-ok70cm materiału o szerokości ok.10cm
-ok 10cm gumki o szerokości 0,7-1cm
-nici, igły, nożyczki
-tasiemka w kolorze zbliżonym do materiału, o szerokości maksymalnie 1cm

1. Materiał tniemy na trzy równej szerokości paski

2. Każdy pasek składamy na pół, tak by lewa strona materiału była "na wierzchu" i zszywamy dwa boki ze sobą. Następnie taki długi rulonik przewracamy na prawą stronę, np. za pomocą długopisu

3. Jedne z końców pasków składamy ze sobą, jeden na drugim, szwami do spodu. Spinamy szpilką. Zaplatamy warkocz, luźny, ale tak by paski do siebie przylegały, nie zostawiając pustych przestrzeni. Pilnujemy, by szwy nie pojawiły się na wierzchu naszego warkocza. Końce spinamy szpilką. Na tym etapie najlepiej dopasować długość opaski do swojej głowy : ) Spędziłam przed lustrem sporo czasu, zanim stwierdziłam, że to właśnie to. Pamiętamy, że musimy zostawić około 5-10cm obwodu na gumkę.


4. Następnie od spodu podszywamy przez środek tasiemkę. Chodzi o to, że nasz warkocz jest na tyle luźny, że rozciągałby się na naszej głowie. Żeby więc go usztywnić i nadać mu jedną i tę samą długość, należy go podszyć czymś nierozciągliwym



5. Końce warkocza, po dopasowaniu, wykańczamy, w taki sposób, że jeden z pasków zostawiamy troszeczkę dłuższy i zawijamy go pod spód, otaczając pozostałe dwa paski. Trzeba postarać się, żeby koniec tego dłuższego paska też trochę podwinąć, żeby był ładnie wykończony. Nadajemy końcom odpowiednie szerokości (dostosowane do szerokości gumki). Zaszywamy. Doszywamy gumkę, starannie, w taki sposób, by po około 1cm z każdej ze stron gumki łączyło się z warkoczem.

 

Gotowe!

 
Koszt: około 3zł








wtorek, 30 lipca 2013

Ziaja kozie mleko mleczko do ciała

Ziaja 
kozie mleko 
mleczna regeneracja
mleczko do ciała 
skóra sucha i normalna
(zdjęcie ze strony producenta)

Opis producenta: 

Odżywcza emulsja typu woda w oleju (w/o) o niskim stopniu natłuszczenia. Intensywnie nawilża, wygładza i zmiękcza naskórek.
Chroni przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Zawiera
kompleks składników koziego mleka, który stanowi regenerujący zestaw bogaty w proteiny, kwasy organiczne, lipidy, węglowodany oraz witaminy A i D.

Działa naprawczo na epidermę. Intensywnie nawilża i wygładza skórę. Wyraźnie zmiękcza naskórek.
Bez barwników, bez parabenów.
 

Skład:

Aqua (Water), Isopropyl Myristate, Cetearyl Ethylhexanoate, Glycerin, Sorbitan Sesquioleate, Cyclopentasiloxane, Magnesium Sulfate, Polyglyceryl-3 Ricinoleate, Propylene Glycol, Goat Milk Extract, Lactobacillus/Milk Solids/Glycine Soja (Soybean) Oil Ferment, Cyclodextrin, Cera Microcristallina (Microcrystalline Wax), Sodium Benzoate, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum (Fragrance), Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Geraniol, Eugenol, Benzyl Salicylate, Alpha-Isomethyl Ionone, Coumarin, Limonene, Citric Acid 


 Cena i dostępność: 
kupiłam za około 7zł/400ml w Rossmannie, generalnie Ziaja ma kosmetyki tanie i łatwo dostępne

Opinia:
Plusy:
+cena i dostępność
+pompka
+dość dobrze spełnia swoje zadanie, ale bardziej natłuszcza niż nawilża
+ nie uczulił

Minusy:
-bardzo intensywny zapach, który zostawał na ubraniu
- tworzy tłusty film na skórze
-bardzo długo się wchłania
-pod koniec opakowania pompka nie pompuje i trzeba rozciąć butelkę

Podsumowując mleczko nadaje się na raczej sporadyczne zastosowania, np. nasmarowanie trudnych miejsc, jak łokcie, czy pięty. Przy codziennym stosowaniu ma się go dość już po kilku dniach za względu na zapach i film, który odciska się na ubraniu. Trzeba by stać długi czas nago, zanim założy się ubranie. Z pompki cieszyłam się do czasu, gdy już nic nie leciało, a w butelce nadal był produkt. Na szczęście nie ma problemu z rozcięciem opakowania. W składzie jest kilka ciekawych pozycji, jednak nie znam się na tym na tyle, aby móc coś więcej powiedzieć. Wystarczającym recenzentem jest reakcja mojej skóry, uczuleniowej i wrażliwej. Pod tym względem mleczko wypada dobrze. Mleczko jest ok, ale mało "praktyczne".

niedziela, 28 lipca 2013

Look at that!

Rudzielce <3 Piegii 

kiedyś wreszcie spróbuję makaroników, kuszą wyglądem, kolorami

Zooey!

Na liście książek do przeczytania. A film, jak się okazało, już dawno obejrzany : )


Uwielbiam łapacze snów, mam nawet jeden 

Podoba mi się ta ściana

jeszcze tylko wybiorę się po materiał na spódnicę


!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!




piątek, 26 lipca 2013

Praktyki-podsumowanie



Dzisiaj oficjalnie kończę praktyki. 

Co mi one dały? Na pewno nauczyłam się wielu zupełnie nowych dla mnie rzeczy, a także poszerzyłam swoją wiedzę, chociaż jak się okazało w wielu przypadkach wiedziałam naprawdę niewiele, np. o tym, jak bardzo rozbudowane jest zagadnienie grup krwi i generalnie antygenów na czerwonych krwinkach. Naczytałam się wielu podręczników, mogłam popatrzeć jak działa nowoczesna aparatura i pozachwycać się tym. 

Praktyki miałam nie bardzo związane ze swoim kierunkiem studiów, ale akurat wybrałam je świadomie, takie rzeczy mnie interesują i w jakimś tam stopniu planuję iść w tym kierunku. Upewniłam się w tym, że krew jest mega ciekawa  ; D Mam jeszcze dużo do nauczenia się w tej kwestii. 



Na to, że praktyki miałam średnio związane z kierunkiem studiów patrzę też z drugiej strony. Bo próbowałam znaleźć bardziej „moje” praktyki, ale się nie dało, serio. Uważam, nie tylko ja, także znajomi i itd., że uczelnia powinna zapewniać współpracę między firmami z danej dziedziny a studentami. Wiem, że w niektórych miejscach tak jest. Ale niestety nie umie. Ja rozumiem, że np. informatycy nie potrzebują takiej pomocy, bo do nich pracodawcy pchają się drzwiami i oknami, firmy informatyczne przeważają na wszelkich targach pracy itp. Zresztą nawet nie muszą być to firmy informatyczne, praktycznie każda inna firma poszukuje informatyków. No a co z kierunkiem, który w naszym kraju raczkuje? Są firmy, mniej lub bardziej związane z moim przyszłym zawodem (ale na pewno bardziej niż moje praktyki), ale dostanie się do nich jest naprawdę utrudnione. Albo trzeba się zgłaszać sto lat wcześniej, albo nie wiadomo jak to zrobić, ale w ogóle nie odpowiadają na pytania w tej kwestii (no chociaż mogliby napisać, że nie dziękujemy, nie przyjmujemy studentów, ale że proszę napisać na inny adres). Moim zdaniem uczelnia, mając zdecydowanie lepszy kontakt z takimi firmami, powinna się tym zająć. Organizować „grupowe” praktyki i mieć podpisane porozumienia z firmami w tej kwestii. No ale cóż. Marzenie ściętej głowy. 

Absolutnie nie to, że jestem niezadowolona ze swojej praktyki. Ale wiem, że to miało się nijak do mojego przyszłego wyuczonego zawodu. Nawet nie miałam jak zweryfikować tego, czy na pewno chcę być tym, na kogo się uczę. Trochę to smutne.

Co jeszcze wyniosłam z praktyk? Hmm, wiele ciekawostek, zwłaszcza ostatniego dnia fajnie i życiowo rozmawiało mi się z panią z jednej z pracowni, była bardzo otwarta na studentów. Nie wszystkie panie tak miały. To co robiłam i jak dużo, zależało w największym stopniu od personelu na danej pracowni. Niektórzy wszystko ładnie pokazywali, tłumaczyli, a potem pozwalali na zrobienie wielu rzeczy, chętnie pomagając w razie potrzeby. Niektórzy wytłumaczyli coś, ale niewiele dawali do zrobienia. A niektórzy nie bardzo wiedzieli, co zrobić. Tak np. spędziłam dwa dni w pierwszej pracowni, przestałam po 4 godziny w jednym miejscu, serio. Dlatego na początku byłam rozczarowana. Ale już po tych dwóch dniach przyszedł czas na kolejne pracownie i wtedy było zdecydowanie lepiej : )

Jeszcze jakiś czas temu chciałam pracować sama sobie w jednym pomieszczeniu, zajmować  się swoimi zadaniami w swoim kącie i mieć niewielką styczność z innymi. Po prostu nie lubię i nie umiem pracować zespołowo. Ale teraz wiem, że jednak super jest być otoczonym innymi ludźmi, zdecydowanie lepiej płynie wtedy czas. Nadal nie bardzo wyobrażam sobie pracowanie zespołowo, ale na pewno nie chcę siedzieć tylko w swoim kąciku i zajmować się swoimi sprawami, a  z innymi wymieniać tylko dzień dobry i do widzenia. Fajnie byłoby pracować w takim otwartym miejscu, gdzie co chwilę ktoś się kręci, jest kilka osób, każdy ma niby coś swojego do roboty, ale wszyscy siedzą razem i po prostu są. Można pośmiać się, pogadać, poplotkować, poradzić. Także zmieniłam swoje nastawienie co do tej kwestii : )

Podsumowując- jestem zadowolona : ) Może nie w 100%, ale z tego, co mi przyszło naprawdę nie mam co narzekać.

czwartek, 25 lipca 2013

DIY #2 - zakładka do książek

Wykonanie zakładki miałam już od dłuższego czasu w swoich planach. Mam w głowie jeszcze inny pomysł na jej wykonanie, totalnie inny, z haftem krzyżykowym ; D

Póki co prezentuję moje małe dzieło:

1. Rysujemy na kartce technicznej trzy kwadraty, u mnie o boku 7cm. Kwadraty boczne dzielimy przekątną, na jednej z nich rysujemy zęby książkowego potworka. Wycinamy.


2. Teraz czas na ozdabianie. Z "prawej strony" środkowy kwadrat obklejamy kolorem dolnej części potworka. Odwracamy na drugą stronę i środkowy kwadrat obklejamy tylnym kolorem potworka, a trójkąt z zębami górnym (przednim) kolorem potworka.

3. Zaginamy i sklejamy trójkąty (tak by powstała kieszonka)
4. Doklejamy oczy i nos.
5. Gotowe! 

Następnego dnia natrafiłam na szaleństwo przyborów szkolnych w supermarkecie i nie mogłam się oprzeć, żeby nie kupić 5 zakładek do książek (z kociakami i szczeniakami!) za 1,19zł. Jedną podarowałam Mamie ; D


wtorek, 23 lipca 2013

Zapiski #2 - miliony nowych doświadczeń

Ostatnie dni upływają mi na próbowaniu nowych rzeczy. 

Zaczęło się od wyjazdu do mojego A., do miasta w którym ma praktyki. I tam wybraliśmy się na wystawę (znajdując najpierw w internecie darmowe atrakcje), pierwszy raz byłam na wystawie w sensie autonomicznym, nie z klasą ; D Wystawa pokazywała współczesną sztukę Japonii. Nie znam się totalnie na sztuce, podziwiając ją mogę powiedzieć, czy mi się podoba, czy nie, co mi się w niej podoba, próbuję doszukać się czegoś realnego w pracy (np. jakiejś twarzy ukrytej w taki sposób, że na pierwszy rzut oka jest niewidoczna) itp., jednak o stylach raczej nie mam pojęcia. Generalnie prace podobały mi się, chociaż niektóre były aż nazbyt banalne (no ale to przecież sztuka współczesna, więc można przedstawić cokolwiek).

Później poznawaliśmy miasto, zrobiliśmy spontaniczne zakupy, z bagietką i winem wybraliśmy się na starówkę, która wbrew przekonaniom nas oczarowała. Smakowaliśmy regionalnego piwa, sprzedawanego tylko w jednym miejscu, moje piwo- ciemne miodowe- bardzo bardzo mi smakowało. Udało nam sie posłuchać francuskiej orkiestry (chyba policyjnej) i trochę było nam wstyd za rodaków-kiboli, którzy akurat wracali z meczu.

Generalnie wyjazd był krótki, a opierał się na wieelu nowych doświadczeniach, spontaniczności, siedzeniu do późna, oglądaniu filmów (o właśnie, obejrzeliśmy Drogę do szczęścia), a potem czytaniu książki w pociagu.

O, właśnie mi się przypomniało, że poprzednim razem będąc u A. w jego praktykowym mieście również znaleźliśmy darmowe atrakcje i poszliśmy na koncert, co prawda nie do konca w moich klimatach, ale na miejscu okazało się, że jeden z zespołów bardzo przypadł nam do gustu. A poza tym dostaliśmy darmowe drinki i kilka sztuk nowych napojów energetycznych.

Wczoraj byłam na praktykach, a potem wybrałam się pierwszy raz do kosmetyczki ; D chciałam spróbować, budżetem dużym nie operuję, a poza tym moje brwi były już naprawdę niesforne, dlatego wybrałam się na regulację. Było całkiem przyjemnie (no oczywiście oprócz wyrywania xd). Później podpytałam panią o parę rzeczy. Także kolejne nowe doświadczenie zdobyte. 

Poza tym zabrałam się wreszcie za rzecz, którą miałam od dłuższego czasu na liście rzeczy do wykonania, coś prostego, miłego, przydatnego, pochwalę się w najbliższym czasie .

Dzisiaj po praktykach miałam zamiar uczyć się rosyjskiego, ale jakoś tak mnie natchnęło na próbowanie nowych fryzur i znalezienie kilku odpowiednich dla mnie i tak właśnie spędziłam całe popołudnie, ale jestem zadowolona z efektów. 

W międzyczasie przeglądałam internet w poszukiwaniu inspiracji, natknęłam się na wpis Nadine o szybkim upięciu numer 1 (szybkie upięcie wariant pierwszy). Dodatkowo znalazłam kilka wskazówek na temat doboru fryzur do kształtu twarzy i istniejących niedoskonałości. Natknęłam się na kilka inspiracji ozdobowych.

Znalazłam mnóstwo książek do przeczytania, chcę poznać nowych autorów, mam kolejne pomysły co do tematów, na które chcę czytać, muszę tylko znaleźć odpowiednie pozycje.

Dzięki temu wszystkiemu co chwilę przychodzą mi do głowy coraz to nowsze pomysły na rzeczy do zrobienia, kupienia, spróbowania itd.  I znowu się boję, że zbraknie mi czasu w wakacje ; D Mam mnóstwo pomysłów do zrealizowania!!! To jest dla mnie chyba najwspanialsza rzecz wynikająca z prowadzenia bloga- chęć działania i robienia nowych, ciekawych rzeczy. Żeby móc o czym tu napisać ; D

O, podzielę się jeszcze jednym linkiem wartym obejrzenie (zwłaszcza zakładka dotycząca antyperspirantów i związków glinu)  http://www.kosmopedia.org/fakty_i_mity/

Czas wybrać się wreszcie do pasmanterii i sklepu z materiałami ; > mam kilka planów.



Aa, prawdopodobnie wrzucę na bloga kilka rzeczy, zwłaszcza książek do sprzedania. Pomyślę jeszcze o tym.

piątek, 19 lipca 2013

DIY- koszula bez rękawów

Generalnie... to miało być moje dzieło. Babcia miała mi pozwolić na uszycie tej bluzki, ale wyszło tak, że Babcia uznała maszynę za starą i kapryśną i się o nią bała, więc stwierdziła, że ona mi zszyje co trzeba. Na całe szczęście tym razem zrobiła wszystko po mojemu, bo zazwyczaj jest tak, że ja jedno, a Babcia swoje, bo Babcia była krawcową i wszystko musi być "po krawieckiemu" xd Mi w koszuli, poza pomysłem, instruowaniem Babci i przymiarkami, zostało przyszycie guzików, ale Babcia nie omieszkała dać mi stosownej instrukcji do tego -.-

Więc tak: była sobie biała koszula z długim rękawem, kupiona w SH, która przeleżała w szafie dwa lata nigdy nie ubrana, bo jakoś tak... nie leżała.



W ferworze Tygodnia porządku padł wyrok wzięcia nożyczek w rękę i obcięcia rękawów ; D zostawiając trochę na założenie. Później fastrygowałam, przymierzałam, rozpruwałam, znów fastrygowałam itd., bo koszula była za duża, dziwnie się układała i mocno trzeba było wszyć pachy. W końcu nabrało to dopowiedniego kształo, zawiozlam do Babci i miałam wpaść, któregoś dnia po praktykach, żeby sobie wszystko pozszywać. Nadszedł ten dzień, a wtedy Babcia oznajmiła, że z szycia nici i ona sama to zrobi. W ostateczności przerobiła mi jeszcze kołnierz na okrągły i doszyła kieszonki (zaznaczam, że wg mojego pomysłu xd). Mi zostało kupić guziki, chciałam mietowe, jednak takowych pani nie miała, padło na butelkową zieleń.

Tadaaaam!



Koszula świetnie prezentuje się z moimi khaki szortami wiązanymi na kokardę, wpuszczona do środka.
Mam nadzieję, że Babcia w końcu pozwoli mi coś uszyć na tej maszynie -.-

czwartek, 18 lipca 2013

Postcrossing #2

Ok, ok, kartka nie jest wysłana za pośrednictwem portalu postcrossing, dostałam ją od przyjaciółki, prosto z jej wakacji w Chorwacji. Ale przecież pocztówka to pocztówka : )
Jest cudowna!!! Mnóstwo radości dało mi czytanie tekstu, ale tego nie pokażę, bo to prywatna wiadomość. A znaczek równie ładny, co kartka.
Jeszcze raz dziękuję za kartkę!


środa, 17 lipca 2013

Tarta z kremem z mascarpone i białą czekoladą plus owoce

Musiałam wypróbować swoją nową formę do tarty i przyznam szczerze, że forma silikonowa to nie był dobry wybór xd najgorsza zabawa nastepuje przy wyciąganiu z piekarnika, a później przy wkładaniu i wyjmowaniu z lodówki. Jeszcze zanim nałożyłam cokolwiek na upieczony spód, ten zdążył się nieco połamać przez fikuśną formą -.- no ale krem zakrył szkody

Ciasto:
250ml mąki
130g masła zimnego
50ml cukru

Masło siekamy, dodajemy mąkę i cukier i szybko zagniatamy ciasto. Owijamy folią i wstawiamy do zamrażalnika na 30 minut.
Następnie wylepiamy formę ciastem i wkładamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Pieczemy około 20-25minut.

Krem:
250g serka mascarpone
tabliczka białej czekolady (no dobra, jedna kostka zapodziała się w moich ustach)
+owoce (u mnie nektarynki, śliwki, porzeczki, agrest i kilka malin)

Najpierw stapiamy czekoladę (nie chciało mi się bawić w łaźnie wodne, dlatego stopiłam ją w garnuszku z dodatkiem niewielkiej ilości mleka). Gdy przestygnie ucieramy z serkiem na gładką masę.
Krem nakładamy na ciasto (lepiej żeby nie było zbyt ciepłe). Następnie wrzucamy pokrojone owoce. Chłodzimy ciasto w lodówce i pozwalamy trochę zmięknąć spodowi.

Jest przepyszne! Polecam : )


poniedziałek, 15 lipca 2013

Postcrossing #1

Moja pierwsza otrzymana kartka, prosto z Belgii. Przedstawia belgijską księżniczkę Marie-Jose.

Mam trochę problem z rozszyfrowaniem ostatniego zdania, ale z tego, co poszukałam w internecie na temat 21 lipca, Belgii i rodziny królewskiej, chodzi o chyba nową królową? Może ktoś wie coś więcej?

A tak prezentuje się znaczek:


Dzisiaj wysłałam swoją drugą pocztówkę, tym razem do Niemiec.

sobota, 13 lipca 2013

Zapiski #1



Co działo się u mnie w ciągu ostatnich kilku dni?

Oczywiście praktyki, momentami trochę nudne, ale mimo to naprawdę uczę się tam nowych rzeczy, w dodatku, co smutne, chyba nawet bardziej mnie interesujących niż to co mam na studiach (bo moje praktyki nie są za bardzo związane z moim kierunkiem studiów). Poza tym fajnie jest obcować z nowymi ludźmi i ciągle wystawiać się na jakieś niespodziewane kontakty. Przydaje się taka szkoła.

Dzięki praktykom wpadłam na pewien pomysł dotyczący mojej przyszłej pracy, ale wiem, że najpierw chciałabym to zweryfikować, najlepiej właśnie przez praktyki.

Poza tym wizyty u Babci i przerabianie miliona ciuchów odkopanych z szafy. O jednej z przeróbek pochwalę się na blogu, muszę jeszcze dokończyć moje dzieło.

Wybrałam się do biblioteki w mojej miejscowości, nie byłam w niej (tej konkretnie) już kilka lat, ale poczułam, że brakuje mi trzymania książki w ręku (trochę przejadło mi się czytanie z telefonu), a poza tym stwierdziłam, że dosyć już kupowania książek tak po prostu. Jedyne nowe książki,j akie mogą się u mnie pojawić od teraz to prezenty i nagrody.



Zamówiłam wreszcie kosmetyki z BingoSpa, był to mój pierwszy zakup. Dla zainteresowanych: jeśli zamawiacie kosmetyki po raz pierwszy przysługuje Wam prawo do wybrania sobie kosmetyku nie przekraczającego wartości Waszego zamówienia i dostaniecie ten kosmetyk za darmo : ) Przez zupełny przypadek zauważyłam tę promocję, troszkę jest ukryta. Kosmetyki stosuję od początku tygodnia i póki co jestem z nich zadowolona, ale czekam na pozostałe efekty, na które potrzeba więcej czasu. 

Poza tym wreszcie ruszył mój Postcrossing : ) Po długim czasie adresat mojej pierwszej pocztówki otrzymał moją kartkę (naprawdę już myślałam, że kartka zaginęła gdzieś między Polską a Rosją, bo minęło już na pewno grubo ponad miesiąc)  i wreszcie mogłam oczekiwać kartki od innego użytkownika : ) Ale o tym w następnym wpisie.

W czwartek doczekałam się wizyty mojej osobistej stylistki ; D w towarzystwie schłodzonego piwa rozprawiłyśmy się z moją szafą do końca. Przejrzałyśmy razem wszystko, wszyściuteńko, przebierałam się milion razy. Ktoś spojrzał krytycznym okiem na moje „zestawy”, wiem, co i jak. Usłyszałam, że mam naprawdę mnóstwo fajnych ciuchów, a chodzę w kółko w tym samym i mam się ogarnąć. No ; D A moje „bice” można albo ociosać, ale zaakceptować i tyle : ) Przyjemne doświadczenie.

Wczoraj byłam tak zmęczona, że zasnęłam na godzinę przy nauce rosyjskiego. A potem tylko czytałam książkę. Dziś za to wreszcie doczekałam się wizyty u fryzjera i moje włosy są lżejsze, trochę krótsze, lepiej się układają itd itd : )

środa, 10 lipca 2013

Memrise - nauka języków

Podzielę się swoim ostatnim odkryciem, z którym zaprzyjaźnię się na dłuższy czas. Znalazłam stronę do nauki języków memrise.com którą gorąco polecam.

O co chodzi?
Generalnie po założeniu konta, mamy dostęp do mnóstwa kursów, które opierają się na zapamiętywaniu m.in. słówek poprzez skojarzenie z brzmieniem słowa i obrazkiem lub "definicją"- memem. Memy tworzą użytkownicy portalu, wystarczy przy korzystaniu z danego kursu kliknąć Add a mem i stworzyć własny, np. z dostępnych obrazków. Jest to ciekawa opcja, gdyż każdemu dane słówko, jego brzeminie itd. może kojarzyć się w inny sposób, do tego użytkownikami portalu są ludzi różnych narodowości i mówiący w różnych językach.
Portal prowadzony jest w języku angielskim, co przy okazji również poprawia nasze słownictwo w zakresie tego języka, bo tłumaczenia słówek powiedzmy rosyjskich pokazywane są w języku angielskim, czyli automatycznie uczymy się dwóch języków (ok, zaczynając podstawy jakiegoś języka, język angielski jedynie odświeżamy, bo prawdopodobnie pokazywane słówka to dla nas pestka).
Możemy również spośród memów dotyczących danego słówka wybrać taki, który najbardziej do nas trafia i w momencie sprawdzania naszej nauki, gdy się pomylimy zostanie nam wyświetlony mem, który wybraliśmy, w celu przypomnienia tłumaczenia.

Nauka nowych słówek (piszę o słówkach, bo głównie z tym się zetknęłam podczas mojej trwającej od wczoraj przygody ^^, a i jeszcze z literkami w cyrylicy) jest połączona ze sprawdzaniem zdobytej wiedzy i w razie potrzeby odświeżaniem jej. Chociaż muszę przyznać, że sprawdzanie po jakimś czasie staje się monotonne i szczerze mówiąc czekałam już na koniec danego etapu. Ucząc się hodujemy kwiatki i po ukończeniu danego etapu możemy wracać do niego, żeby te kwiatki podlać (podobnie jak w bussu, ale memrise bardziej mi odpowiada).

Poza tym zdobywamy punkty, m.in. za poprawne odpowiedzi, tworzenie memów itp i wyświetla się nasze miejsce w rankingu.

Zapisałam się na kilka kursów angielskiego, niemieckiego i rosyjskiego. 


Poza językami dostępne są inne kursy, ja np wybrałam konstelacje gwiazd i coś związane z roślinkami, jeszcze tam nie zaglądałam.



Portal bardzo przypadł mi do gustu, wczoraj spędziłam na nim sporo czasu, nie zauważając jak wiele go upłynęło. Przyjemna zabawa i nauka. Polecam!

Bored?- oh, no!- mała inspiracja do poprzedniego wpisu