sobota, 1 czerwca 2013

Mieszkać razem, czy nie mieszkać, oto jest pytanie!



Zastanawiałam się ostatnio nad tym, czy zamieszkanie z chłopakiem jest warte zachodu. Mieszkam ze swoim TŻ od początku pierwszego roku studiów, czyli prawie 3 lata (z przerwami na wakacje). W momencie rozpoczęcia wspólnego mieszkanie znaliśmy się/byliśmy ze sobą od jakiś 7 miesięcy. Co mogę Wam powiedzieć o samym mieszkaniu z facetem? Są tego plusy i minusy, oczywiście.

Możecie swobodnie się kochać
Nikt nie podsłuchuje, nie niosą się odgłosy przez cienkie ściany wprost do uszu rodziców, nikt nie wpadnie nagle do pokoju (nawet w dobrej wierze), możesz nago przejść z łazienki do łóżka, jęczeć i krzyczeć do woli. Możecie  wreszcie spokojnie upajać się swoimi ciałami, a potem eksperymentować z nowymi rzeczami. Gdy macie ochotę na trójkąt, nie jest to żadnym problemem.

Macie siebie codziennie
Są tego wady i zalety, ale już nie musicie dojeżdżać do siebie przez pól miasta albo z innej miejscowości. Co za tym idzie- nie marnujecie czasu, możecie jak najwięcej spędzić go ze sobą. Macie siebie każdego wieczoru, możecie oglądać razem filmy do nocy, gotować, grać, śmiać się itd. Ma to swoje plusy-nie ma problemu (teoretycznie) ze zorganizowaniem jakiejś kolacji, sensu itd. Ale 24h/dobę (no prawie) razem… Ładnie, pięknie, ale.. po jakimś czasie może przestać to sprawiać radość i nagle okazuje się, że czekasz z utęsknieniem na „wolny” wieczór.  (…)

Trudniej się rozstać
! to prawda, rzeczywiście decyzję o ewentualnym rozstaniu trudniej podjąć gdy mieszkacie razem. Zawsze pozostaje ten wspólny element. Co zrobić z mieszkaniem w środku umowy, kto ma się wyprowadzić, a może razem rezygnujemy z mieszkania, gdzie zamieszkać, z kim. A poza tym co do czasu zanim znajdziemy nowe lokum?! Generalnie masakra pod tym względem. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji.

Różne tryby życia
Ty jesteś rannym ptaszkiem a on nocnym markiem? Dopóki nie mieszkanie razem można to pogodzić, to przy wspólnym mieszkaniu, zwłaszcza w kawalerce, okazuje się to problematyczne. Bo ty chcesz iść spać, a on świeci światłem, krząta się i hałasuje. A rankiem sytuacja jest odwrotna. Można jednak temu zaradzić.; Sprawić sobie np. ładną opaskę na oczy, ustalić np., że dopóki nie zaśniesz, on ma siedzieć przy kompie i dopiero potem zrobić sobie kanapki, czy iść pod prysznic. Ty masz codziennie zajęcia na 7, a on na 13? I do tego on chce zaprosić znajomych na wieczór? Wiadomo, ze nie będą siedzieć 5 minut a ty już będziesz zmęczona… Zawsze da się ustalić (jeśli sama nie masz odwagi powiedzieć o tym wprost gościom) jakiś znak mówiący o tym, ze masz już dość i luby ma powoli wypraszać swoich gości. Z drugiej strony może to być w końcu irytujące dla lubego. Ale przecież na plan zajęć nie masz wpływu. A tryb życia masz we krwi… Trochę to wszystko trudne do pogodzenia.

Co z babskimi sprawami?!
Maseczki, olejowanie, napary, peelingi, depilacja, regulacja brwi itd. Itd. No bo jak tu paradować z zieloną grudkowatą maską na twarzy po mieszkaniu? Na pewno nie wzbudza to pożądania ; D Warto do tego wykorzystać wolny wieczór. Ale gdy nie ma takiej okazji? No cóż, zamkniecie się na bezczynne pół godzinne czekanie z maską na włosach w łazience 1mx2 byłoby jednak uciążliwe….Nie mam na to rady, irytuję się na to do tej pory.

Ścieranie się i poznanie siebie
Bo prawdę mówiąc dopiero wtedy możecie siebie naprawdę poznać. Swoje przyzwyczajenia, przywary wyniesione z domu. I nagle się okazuje, ze to czego oczekujesz do zrobienia od swojego mężczyzny  wykonywała za niego mama albo np. targował się z młodszym bratem o mycie naczyń i nigdy tych naczyń nie mył. Nagle nie zacznie i nie polubi! No i sprzątanie! W dużej mierze zależy to od tego, jakie przyzwyczajenia luby wyniósł z domu… 

Przestajecie się starać
Rozciągnięte dresy, tłuste włosy, dłubanie w nosie, puszczanie bąków , hałasy w toalecie?! Niby fizjologia/normalka ale… najpierw są opory, później wzajemne testowanie i ustalanie (nie wprost) granic, przychodzi wreszcie obojętność i zaprzestanie starania. Nie dbamy o siebie, nie stroimy się, nie malujemy się dla niego, tylko dopiero dla innych, gdy gdzieś wychodzimy lub gdy ktoś przychodzi. Uważam, że to jest zły punkt i złe działanie. Nadal powinniśmy się wzajemnie starać o dbałość. Nie łazić cały dzień w piżamie/spodniach z krokiem do kolan/brudnej bluzce/tłustych włosach. Oczywiście z drugiej strony fizjologia to fizjologia i pewne rzeczy powinny być jakby poza temat i stać się „normalne”, bo inaczej będziemy sfrustrowani czy nawet nabawimy się jakiegoś schorzenia. Ale… jej, nadal to krępujące! 

www.weheartit.com


Podsumowując: jest lepiej, jest gorzej, bywa różnie, są plusy i minusy. Ale przecież to codzienne życie, więc jak inaczej sprawdzić, przekonać się, że z tą osobą możemy spędzić całe życie, jeśli nie próbując razem codziennego życia?

4 komentarze:

  1. Czytając to wszystko czułam, jakbym to ja pisała :) Ja zamieszkałam ze swoim ukochanym dopiero w październiku, mimo że jesteśmy razem ponad 4 lata i moglibyśmy mieszkać ze sobą już od pierwszego roku studiów. Mimo,że są dni lepsze i gorsze, to nie żałuję decyzji o zamieszkaniu razem i polecam każdemu. Nigdy nie zrozumiem dziewczyn, które nie chcę mieszkać razem, bo co ludzie pomyślą i twierdzą, że po ślubie się jakoś ułoży...

    OdpowiedzUsuń
  2. zazdroszczę Ci strasznie :) mnie i mojego chłopaka dzieli 200km i możemy widywać się głównie w weekendy i najlepszy czas zawsze spędzamy gdy to on wpada do mnie na weekend i zostaje pare dni. Wtedy można z tego wspólnego czasu wyciągnąć 100%. Ale generalnie do minusów dodałabym jeszcze jedno. Kiedy się studiuje i ma sporo nauki, często ta druga osoba działa rozpraszająco. Ty masz kolokwium i musisz się uczyć a On ma wolny czas i namawia Cię na wspólne piwko, spacer, filmy itp, albo nawet nie musi Cię namawiać bo sam fakt że druga osoba jest blisko obok, sprawia że chcesz spędzać czas z nią a nie przy książkach :)
    Pozdrawiam ;) fajny post ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sam nie wiem, to fajnie tak czy nie ?
    A Ty czujesz się dobrze czy czegoś Ci brakuje?

    OdpowiedzUsuń
  4. Obecnie jestem sama, ale nigdy nie odczuwałam potrzeby, żeby mieszkać z którymś z moich "eksów". Być może powodem było to, że żaden z nich nie był "tym jedynym", a może po prostu za bardzo cenię sobie niezależność i myślę, że na wszystko jest czas. Na życie studenckie, większą wolność, bo przecież kiedy będzie się małżeństwem, przyjdą dzieci, to już nie będzie takiej wolności. Nie zadecydujesz, że rzucasz wszystko i jedziesz gdzieś daleko. Poza tym bałam się spowszednienia związku, tego, że ognista studencka para zamienia się w stare dobre małżeństwo (miałam taki przykład wśród znajomych). Poza tym jak z byłym mieszkałam razem na wakacjach przez 2 tygognie, to nie mogłam się doczekać powrotu i oddechu :)) Wiem, że to pewnie dlatego, że to nie było to, ale takie mam doświadczenia :) Jest czas kiedy lubię być sama, uwielbiam moją przestzeń i drażni mnie jakktoś ją narusza :) ale to może takie moje dziwactwo.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze.