wtorek, 14 maja 2013

Sałatka z selera naciowego i tuńczyka

Składniki:

- 150ml ryżu
-puszka tuńczyka w sosie własnym
-3 łodygi selera naciowego
-2 łyżki majonezu
-jedna pomarańcza
-sól, pieprz

Gotujemy wodę, do wrzącej i osolonej wrzucamy ryż- gotujemy około 15 minut
Myjemy seler i pomarańcze, obieramy, seler kroimy w kostkę około 0.5cm, pomarańczę rozdzeilamy na cząstki, również kroimy. Wrzucamy do miski.
Tuńczyka odsączamy, rozdrabniamy, wrzucamy do miski.
Ugotowany ryż odcedzamy, przelewamy zimną wodą, wrzucamy do miski.
Dodajemy majonez, doprawiamy, mieszamy, chłodzimy, GOTOWE : )

SMACZNEGO!!!

P.S. Nie przesadźmy z selerem, bo mimo że łodyga ma mniej intensywny smak niż korzeń, jednak nadal to jest charakterystyczny smak i wybija się na tle pozostałych składników. A i zamiast pomarańczy można wrzucić winogrona- ja akurat miałam pod ręką pomarańczę : )

P.S.2 Wszelkie ilości zazwyczaj podaję w ml (np. ryż) gdyż mam zestaw miarek z IKEI ^^ i po prostu tak mi łatwiej.

niedziela, 12 maja 2013

Hula hoop, farbowanie trampek, żółte karteczki

Na początek kilka słów o moim hulahopowaniu : ) Zaczęłam 13 marca, a od jakiś dwóch tygodni dociążyłam moje koło ryżem i chyba dopiero wtedy zauważyłam efekty. W międzyczasie przez przypadek trafiłam na urywek jakiegoś programu, w którym Dominika Wodzianka opowiadała o tym, jak dba o figurę. Oprócz owijania się folią spożywczą (;o) i rowerku, używa hula hop, co prawda sporych rozmiarów i z wieloma masującymi rolkami, wypustkami itp., ale poradziła m.in. że dużo lepsze efekty widać, gdy:

-rozstawisz szerzej nogi- im szerzej tym trudniej, a im trudniej, tym większa praca i lepsze skutki

-ugniesz nogi w kolanach i będziesz trzymać nisko tyłek- więcej mięśni wtedy pracuje.

Dociążyłam hula i stosują się do tych rad kilkanaście dni i szczerze mówiąc dopiero teraz naprawdę zauważyłam, jak z każdym dniem brzuch robi się coraz bardziej płaski (spala się tłuszczyk). Co prawda większe wcięcie w tali zaobserwowałam już wcześniej, ale nie widziałam, by działo się coś z wypukłością brzucha. A teraz z każdym dniem coraz lepiej : D Kręcę po 5 minut w każdą stronę, niestety nie codziennie, zdarzyło mi się nie kręcić przez tydzień (gdy byłam na majówkę w domu), ale jestem zadowolona. Ubyło mi 9,5cm w obwodach. Będę kręcić dalej : ) Marna to aktywność fizyczna, ale zawsze jakaś jest, poza tym wbrew pozorom można się przy tym zmęczyć. A i jeszcze jedno- nie zauważyłam wpływu kręcenia na pracę jelit (znalazłam gdzieś taką informację w internecie)

Po drugie: farbowałam trampki. 
Wcześniej zdarzyło mi się zafarbować sprane czarne spodnie na czarno (^^), żeby przywrócić im czarność. Byłam zadowolona z efektów, jednak po praniu barwnik nieco się sprał. Mimo to nadal spodnie wyglądają lepiej niż przed farbowaniem
Od jakiegoś roku zbierałam się za zafarbowanie białych trampek, Mama chciała je wyrzucić, ale ja je przygarnęłam i w końcu dokonałam dzieła. Chciałam mieć tramki w kolorze miętowym, jednak nie znalazłam takeigo barwnika i pofarbowałam je na turkusowo. Wyszło naprawdę fajnie, sznurowadła zostawiłam białe, a nitki nie pofarbowały się na turkus i tworzą fajne, białe przeszycia. Ale ale... niestety moje nowe trampki bardzo farbują skarpetki i do tego kolor się z nich nie spiera... Co prawda pewnie na czarnych skarpetkach nie byłoby to widoczne, ale z białych robią się dziwne artystyczne wzorki ; d No cóż, może gdyby wyprać teraz trampki, to wypłukałby się nadmiar barwnika i przestałoby farbować.
Mimo wszystko warto nawet dla spróbowania czy zabawy poeksperymentować z farbowaniem ciuchów, zwłaszcza gdy nie mamy dla nich lepszego losu niż wyrzucenie na śmieci. A farbowanie nie jest takie trudne, jak można by uważać, jedynie może się okazać, że nie mamy w domu emaliowanego garnka (lub miski).

Po trzecie: dziś wreszcie upiekę drożdżówę z rabarbarem! Mama wpakowała mi rabarbar do torby i trzeba go jakoś zużyć. A że uwielbiam ciasto drożdżowe, również, a może zwłaszcza, z rabarbarem, dziś będę piec.

Po czwarte: odkryłam bloga Beaty Pawlikowskiej i jej żółte karteczki. Polecam! Podnosi na duchu : ) A także radzi, zbiera informacje (np. o glutaminianie sodu). Poza tym na stronie można znaleźć przepisy z różnych stron świata.
 Tu przykład żółtej karteczki Dla Maturzystów (i nie tylko)

wtorek, 7 maja 2013

Prezentacja- jak nie tchórzyć

W tym semestrze musiałam zmierzyć się z 3 prezentacjami. Sama myśl o tym, przerażała mnie bardzo mocno, ogarniał mnie strach, panika i generalnie samo zło. Ale w tym momencie mogę powiedzieć, że czuję się zdecydowanie lepiej na myśl o wygłaszaniu mowy przed grupą ludźmi, wiadomo, nadal się denerwuję, ale zdecydowanie lepiej wychodzi mi opanowanie strachu przed. A poza tym po samej prezentacji zostaje mi fajne uczucie energii i większej pewności siebie, zwłaszcza gdy otrzymuje się gromkie brawa, słyszy się, że prezentacja się podobała, albo okazuje się, że wygłaszając ją wcale nie wyglądam na mega zestresowaną, tylko jakbym wyszła na środek pogadać do ludzi. Tak więc spisuję tu kilka rad dla wszystkich prezentacyjnych strachajców, w tym mnie, aby następnym razem, gdy przyjdzie coś prezentować, nie bać się i po prostu to zrobić : ) To także słowa dla mnie, bo jutro mam ostatnią prezentację : D

Przygotuj prezentację

Może oczywiste, ale przede wszystkim musimy być pewni i świadomi tego, co mówimy. Trzeba się orientować w temacie, przeczytać artykuły w internecie, wyjaśnić wszelkie niezrozumiałe dla nas pojęcia, których chcemy użyć (bo skoro my ich nie rozumiemy, prawdopodobnie ktoś na sali także nie będzie ich rozumiał, więc może nam zadać o to pytanie). Może się zdarzyć, że narzucony temat w ogóle nam nie leży, wtedy po prostu "ogarnij" co trzeba, tak byś mogła powiedzieć, że rozumiesz temat i zrozumiale przedstawić go innym. Bardzo nie lubię, gdy osoba, która referuje wygląda, jakby naprawdę nie wiedziała, o czym mówi.
Oczywiście staraj się aby sama prezentacja wyglądała estetycznie, schludnie, przejrzyście, używaj schematów, wykresów, tabel, wypunktowań, podkreśleń, dla urozmaicenia warto wstawić obrazki związane z tematem (oczywiście w rozsądnej ilości). Staraj się by slajdy zawierały najistotniejsze informację, resztę dopowiesz Ty, a przecież nikomu nie będzie się chciało czytać ze ściany całego wypracowania. Zazwyczaj, gdy używamy rzutnika najlepiej jest używać białego tła slajdów i ciemnych liter, ewentualnie na odwrót- ciemnego tła i białych liter. Pamiętaj, by prezentacja nie stała się banerem reklamowym (chyba że takie jest zamierzenie).


Wydrukuj slajdy i opatrz dodatkowym tekstem "do powiedzenia"

Zawsze warto jest mieć przygotowany tekst. U mnie najlepiej sprawdza się wydrukowanie po kilka slajów mojej prezentacji na stronę (wtedy zdecydowanie łatwiej wyłowić z kartki, w którym miejscu referatu aktualnie jesteśmy) i dopisanie sobie haseł (lub jeśli chcemy mieć pewność, że niczego nie zapomnimy- całego tekstu, ale tego nie polecam, bo skończy się czytaniem z kartki), czy wyjaśnienia pojęć, które mamy na slajdzie, tak by rozwinąć zawarte na nim informacje. Polecam też zapisanie sobie całego pierwszego zdania zaczynającego prezentację, gdyż NAJTRUDNIEJSZY PIERWSZY KROK- w chwili stresu może zrobić nam się pustka w głowie, a takie zdanie zdecydowanie ułatwi rozpoczęcie prezentacji-potem już wszystko "popłynie".


Przećwicz swoją mowę

To ważne! Możesz poprosić brata, siostrę, mamę, chłopaka, posadzić go na kanapie, włączyć prezentację i ją zreferować, tak jak masz zamiar zrobić to w rzeczywistości. Sprawdź ile zajmuje Ci to czasu i czy mieścisz się w granicach (jeśli takie zostały wyznaczone). Dzięki temu dowiesz się, czy Twoja prezentacja jest zrozumiała i ciekawa. Jeśli nie masz nikogo pod ręką, zrób to do lustra : ) Sprawdzisz wtedy też swoją mowę ciała i w razie jakiś rażących "dziwactw" będziesz mogła je skorygować.



Zadbaj o wygląd i dobry nastrój

Ważne, żeby czuć się pewnie i swobodnie, nie zawracać sobie głowy myślami o tym, czy moje buty są czyste, co inni myślą o moim stroju i czy na pewno dobrze wyglądam. Warto ubrać coś trochę oficjalnego, nie mówię o stroju maturalnym, ale coś bardziej oficjalnego niż na co dzień doda Ci profesjonalnego wyglądu i sprawi, ze zostaniesz potraktowana nieco bardziej poważnie przez swoją publiczność. Poza tym musisz czuć się dobrze w swoim stroju i być go pewna, nie kombinuj z czymś, co "dojrzewa" w szafie już jakiś czas, aż zdobędziesz się na odwagę, by pokazać się w tym światu (bo strój Ci się podoba, ale masz milion wątpliwości), bo tylko będziesz odbierać sobie pewność siebie przez zastanawianie się, jak inni odebrali Twój strój i co o nim sądzą. Koniecznie przed prezentacją spójrz w lustro! Czy czasem nie rozmazała się kredka, nie osypał tusz, czy gdzieś nie sterczy dziwny kosmyk albo czy bluzka nie wdziała się w spodnie : )
Co do nastroju- przyda się ulubione śniadanie, energetyczna muzyka, coś co dodaje Ci radości i energii, sprawia, że chętniej wychodzisz w stronę ludzi.



Oswój publiczność, głęboki wdech, uśmiechnij się i do dzieła!

Przed prezentacją warto złapać mały kontakt z publicznością. Możesz zagadać do swojej grupy przed salą, wspomnieć, że dziś masz prezentację itd. Uśmiechaj się. Weź kilka głębokich wdechów, jeśli czujesz, że wkrada się w Ciebie strach. Włącz prezentację, mów spokojnie, wyraźnie, nie spiesz się. Pamiętaj, by wszyscy Cię słyszeli, ale nie krzycz ; D (niektórym w chwili stresu prawie się to udaje, aż uszy bolą, trochę się naobserwowałam). Zazwyczaj nie wiadomo co zrobić z rękami, warto mieć teczkę a na niej swój tekst i wydrukowane slajdy (tylko nie czytaj za dużo). Patrz w stronę publiczności. I jeszcze raz- nie zapomnij o uśmiechu! Ciebie postawi on w lepszym świetle, a i sprawi, że będziesz czuć się lepiej, pewniej.

UDA SIĘ!!!



czwartek, 2 maja 2013

Look at that! +moje osobiste motywacje

Na początek kilka obrazków związanych ze zrobioną przez mnie ostatnią listą cech (głównie fizycznych), których w sobie nie lubię i dalej, które mogę zmienić, a które nie.
nogi, nie naprawię : ) a poza tym większość i tak nie widzi, tego co ja widzę ; D

; >
Usta! nie przygryzać, nawilżać, natłuszczać, pielęgnować, żeby można było podkreślić je szminką! Paznokcie! malować i dbać! Palce! Nie pisać po nich wreszcie! (strasznie dziwaczny nawyk)



Motywacja do ćwiczeń (wąska talia!)
A tu podoba mi się marynarka, o tak, właśnie taką bym chciała : )
Do kilku innych rzeczy nie znalazłam obrazków, a poza tym nad listą jeszcze pracuję i muszę ją przemyśleć.

W takim razie... chyba muszę wywrócić moje życie do góry nogami ; D przede wszystkim rzucić studiaaa...
Pierwszy dzień maja podołał moim oczekiwaniom, zażyłam wreszcie upragnionego słońca, pogrillowałam z rodzinką i generalnie było super przyjemnie

Najważniejsze! Podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami! Coraz lepiej mi to wychodzi : ) (unikanie porównywania się z innymi, a nie podpisywanie się kończynami...)
www.weheartit.com

środa, 1 maja 2013

Podsumowanie kwiecień 2013

Na samym początku chciałabym podziękować za oznaczenie mnie w Perełkach Tygodnia przez Happyholic. Było to dla mnie niezłe zaskoczenie, ale bardzo bardzo przyjemne : ) Dziękuję!

Po drugie skoro na początku kwietnie wypunktowałam moją  listę celów, należy ją jakoś podsumować : ) Generalnie jestem z siebie zadowolona. Ostatnie dwa miesiące, zarówno marzec, jak i kwiecień, były usłane mnóstwem zadań, których wykonanie bardzo mnie stresowało, które przeżywałam na kilkanaście dni przed, które były dla mnie nowością/sprawdzianem umiejętności/ słabym punktem, ale każde z nich przeżyłam i okazały się wcale nie takie straszne : ) Wśród tych wszystkich zadań mogę wymienić:

*Targi Pracy i rozmowy z przedstawicielami firm (co prawda można ich policzyć na palcach jednej ręki, ale to dla mnie duży sukces, biorąc pod uwagę fakt, że przed pierwszą rozmową krążyłam przez jakąś godzinę w tą i z powrotem i nie mogłam się zebrać -.-)

*Próba uzyskania promotora - udało się za pierwszym razem, ale oczywiście z wejściem do laboratorium zbierałam się pół dnia, aż w końcu zostałam wepchnięta przez koleżankę. Sama rozmowa była stresująca, ale potrafiłam przedstawić swoje atuty i ochoczo potakiwałam : D Dało to efekty, bo krążyły słuchy, że człowiek ten ma już od długiego czasu komplet i nikogo już nie przyjmuje. A mnie się udało : )

*Kolejne spotkania z promotorem w celu sprecyzowania tematu pracy - generalnie wymyśliłam swój temat, który spodobał się opiekunowi, uznał, że warto o tym napisać i jestem zadowolona. Kosztowało mnie to sporo stresu.

*Wizyta Siostry TŻ i jej męża, całkiem znienacka, gdy miałam zupełnie inne plany na ten dzień, przyjechali do naszego miasta, ale mimo wszystko podołałam w dotrzymywaniu towarzystwa

*Szukanie praktyk, wysyłanie podań, dzwonienie, dogadywanie, zawracanie tyłka, przypominanie się, maile bez odpowiedzi, aż w końcu rozmowa telefoniczna w damskiej toalecie, bo na początku tam było najciszej, a gdy dogadywałam z kierownik laboratorium praktyki (najpierw prawie błagając o przyjęcie) zebrało się parę dziewczyn, które gadały, trzaskały drzwiami od kabin i spłukiwało wodę... Pewnie słabo to brzmiało z drugiej strony telefonu, ale starałam się zasłaniać mikrofon xd W poniedziałek byłam wreszcie osobiście u pani i wszystko jest dogadane.

*Zapisanie się do psychologa. Wiem, wiem, to tylko zapisanie się, ale nawet rozmowa telefoniczna w takiej sprawie powoduje u mnie stres.

*Dwie prezentacje - nie znoszę prezentacji, denerwuję się, zasycha mi w ustach, na dwa tygodnie przed żyję głównie tym, przeżywam, ćwiczę, przerabiam, aż w koćcu przedstawiam, podoba się wszytskim i nikt nie widzi po mnie stresu, chociaż w środku cała się trzęsę. Została mi ostatnia prezentacja w tym semestrze, dokładnie za tydzień.

Generalnie... nie taki diabeł straszny! Ale nie mam pojęcia, kiedy w końcu sobie to wbiję do głowy na stałe i przestanę przeżywać nawet błahe i proste rzeczy...

Jeśli chodzi o samą listę celów na kwiecień, to spełniłam to, co miałam okazję (bo np egzamin z BM został przełożony na przyszłą środę, więc no nie było jak go zdać ; D). Nadal uważam, że piję za mało wody, nie spróbowałam siemienia lnianego i pasty cukrowej. Nie rozmawiam z TŻ po angielsku, w ogóle ostatnio nawet po polsku też nam słabo wychodzi... Przez Potęgę Podświadomości ciężko mi przebrnąć, mam wrażenie, że jest w kółko o tym samym. Są wartościowe zdania i warto je pamiętać, ale można było to skondensować. Kuleją obszary dotyczące rozwoju osobistego i kontaktów... niestety. Ale będę nad tym pracować : )

Co najważniejsze- mam zaklepany i sprecyzowany temat pracy inżynierskiej oraz w końcu zapisałam się do psychologa (miesiąc czekania, a i tak godzina pokrywa mi się z jedynym wykładem, na którym mam sprawdzaną obecność -.- ale i tak to było najlepsze wyjście, bo inne godziny pokrywały się z laboratorium)

Generalnie jestem z siebie zadowolona : ) Mimo tego, że celów z rozwoju osobistego nie zrealizowałam, to i tak zrobiłam spore postępy mierząc się z tymi wymienionymi wyżej zdarzeniami : )

Jak mija Wam majówka? Podróże, czy lenistwo w domowym zaciszu? A może jeszcze coś innego?