niedziela, 24 marca 2013

Let's do something new! - wrotki i zielona czekolada

Postanowiłam, że będę opisywać tu wszelkie nowe rzeczy, których uda mi się spróbować, od jedzenia, przez miejsca, po wydarzenia, bo jak wiadomo próbowanie nowych rzeczy, przekraczanie swojej strefy komfortu, jest rozwijające i dodaje pewności siebie. A więc...


Wczoraj, korzystając z grupowych zakupów, udaliśmy się z TŻ pierwszy raz na... wrotki! Otóż od niedawna istnieje tu wrotkowisko. Klimatem nieco nawiązuje do imprez wrotkowych, jest kula dyskotekowa, muzyka w stylu lat 80. i 90. przeplata się ze współczesną, są kolorowe lampy, panie w obcisłych getrach też się trafiają, ogólnie klimat całkiem zacny ; ) Jeśli chodzi o jazdę na wrotkach, to był to nasz pierwszy raz. Na początku mówiłam do TŻ, że skoro umiemy jeździć na łyżwach, to z wrotkami nie powinno być problemu. Jednak... to był błąd ; D wrotki to jest coś innego. Nie można tak łatwo balansować ciałem i nadać kierunek swojej jeździe tylko przez przechylenie się w jedną, czy w drugą stronę. Niby jest stabilniej, bo mamy cztery kółka, jak w samochodzie, ale wydaje mi się, że trudniej zachować równowagę przód/tył. Prawo/lewo może i łatwiej, ale właśnie jest to problematyczne, gdy chcemy balansować ciałem. Generalnie trochę ciężko się przestawić ze sposobu jazdy na łyżwach na sposób jazdy na wrotkach. Ale między małymi potknięciami o własne nogi, udawało nam się i całkiem szybko śmigaliśmy, chociaż jak się później okazało, to mój TŻ głównie mnie ciągnął xD Zdarzył się jeden mały upadek, ale to nas zupełnie nie zraziło. Pocieszający był fakt, że większość ma, tak jak i my, pierwszy lub jeden z pierwszych kontaktów z wrotkami i większości wychodzi to jeszcze gorzej. Chociaż jeden pan tak świetnie śmigał, jakby już od dawna ćwiczył ten rodzaj sportu. Jeździły też małe dziewczynki, śmigały jak marzenie, ale na rolkach, co chyba jednak jest łatwiejsze od wrotek ; D Generalnie cała godzina baaardzo udana i chętnie wybrałabym się tam jeszcze raz, chociaż ceny bez zniżek mają dosyć spore.

Zdjęcie pochodzi z internetu.

Później skorzystaliśmy z kolejnego kupony i udaliśmy się do miejsca, gdzie już wcześniej bywaliśmy, i tym razem zostaliśmy poczęstowani.... Green Chocolate ; D brzmi intrygująco, prawda? Więc, jak się okazało, była to czekolada robiona z.... zielonej herbaty! W smaku przypomina białą czekoladę, przyjemnie pochrupują w między czasie drobniutkie cząstki herbaty, jedynie przy przełykaniu czuć lekko herbaciany posmak : ) generalnie jest bardzo w porządku, a dodatkowo ma kolor seledynowy ; D 

Poza tym odkryłam przepyszną herbatę, czysto owocową (nie czarna owocowa, czy inna, tylko samiuśkie owoce, bez żadnego rodzaju herbaty), która idealnie daje mi to, czego często pragnę w herbacie ; D Herbata Imbirowa Gruszka. Jest dostępna w tym naszym cudownym miejscu (swoją drogą świetny pomysł na lokal), nie wiem, czy gdzieś jeszcze można ją kupić. Kosztuje 12zł za 50g, co starczy na niewiele zaparzeń, ale jest cudowna! Rozgrzewająca, kwaśna, lekko pieprzna, dodatkowo można posłodzić brązowym cukrem i wtedy idealnie wyważony smak słodko-kwaśny, który czasem udaje mi się uzyskać w herbacie z cukrem i z cytryną, a gdy już trafię na taki smak, mogę go pić bez przerwy. Teraz przyszedł mi do głowy pomysł, że mogłabym sprezentować tą małą paczuszkę, którą kupiłam, mojemu Tacie, bo też lubi takie smaki (chyba po nim mam miłość do mocnej czarnej herbaty z cukrem i z cytryną), a za nieco ponad tydzień ma urodziny : ) Zastanowię się nad tym.

1 komentarz:

  1. Hej! ciekawa sprawa z tymi wrotkami :) chętnie bym spróbowała :D
    Widzę że dopiero rozkręcasz bloga, ja podobnie dlatego zapraszam do siebie :D
    Będę do Ciebie zaglądać bo widzę że zapowiada się bardzo ciekawie ;> Pozdrawiam ! :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze.