wtorek, 26 marca 2013

Make the choice!- promotor

Uwaga uwaga uwaga!!!!!

Wybrałam katedrę, specjalność i promotora za jednym zamachem!

Uff, przynajmniej część udręki się skończyła.
Jak to zwykle u mnie bywa, po rozkminach na temat samej specjalności trwających już trzeci rok i zmieniających się w kolejności:

 1-> 2-> 3->2->3-> 1-> 1-> 1-> definitywnie nie 1 ->3->2-> 3-> 3-> 3 -> a może jednak 2??? -> 2-> 3 (hmm, a ta jedynka?) -> 2!!!!

Generalnie decyzji podjąć długo nie mogłam, trwałam w takim zawieszeniu i biciu się ze sobą przez długi długi czas, aż decyzja, jak to zwykle, wyszła impulsywnie, gwałtownie i amen. Kropka, jest xD I cieszę się bardzo, bo stres z wyborem pracy inżynierskiej skończył się, zanim się rozwinął, fakt faktem muszę się doprecyzować, ale bardzo zawęziłam tematykę no i przede wszystkim mam promotora (który od razu chce zrobić ze mnie doktora -.-)!
Muszę wypożyczyć parę książek z uniwersytetu medycznego, bo u mnie takiej tematyki nie mają, poczytać w Święta, podyskutować z Mamą i wybrać konkret : )
uff, zdecydowanie lżej.

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


Poza tym, to nie koniec świata ; D

niedziela, 24 marca 2013

Let's do something new! - wrotki i zielona czekolada

Postanowiłam, że będę opisywać tu wszelkie nowe rzeczy, których uda mi się spróbować, od jedzenia, przez miejsca, po wydarzenia, bo jak wiadomo próbowanie nowych rzeczy, przekraczanie swojej strefy komfortu, jest rozwijające i dodaje pewności siebie. A więc...


Wczoraj, korzystając z grupowych zakupów, udaliśmy się z TŻ pierwszy raz na... wrotki! Otóż od niedawna istnieje tu wrotkowisko. Klimatem nieco nawiązuje do imprez wrotkowych, jest kula dyskotekowa, muzyka w stylu lat 80. i 90. przeplata się ze współczesną, są kolorowe lampy, panie w obcisłych getrach też się trafiają, ogólnie klimat całkiem zacny ; ) Jeśli chodzi o jazdę na wrotkach, to był to nasz pierwszy raz. Na początku mówiłam do TŻ, że skoro umiemy jeździć na łyżwach, to z wrotkami nie powinno być problemu. Jednak... to był błąd ; D wrotki to jest coś innego. Nie można tak łatwo balansować ciałem i nadać kierunek swojej jeździe tylko przez przechylenie się w jedną, czy w drugą stronę. Niby jest stabilniej, bo mamy cztery kółka, jak w samochodzie, ale wydaje mi się, że trudniej zachować równowagę przód/tył. Prawo/lewo może i łatwiej, ale właśnie jest to problematyczne, gdy chcemy balansować ciałem. Generalnie trochę ciężko się przestawić ze sposobu jazdy na łyżwach na sposób jazdy na wrotkach. Ale między małymi potknięciami o własne nogi, udawało nam się i całkiem szybko śmigaliśmy, chociaż jak się później okazało, to mój TŻ głównie mnie ciągnął xD Zdarzył się jeden mały upadek, ale to nas zupełnie nie zraziło. Pocieszający był fakt, że większość ma, tak jak i my, pierwszy lub jeden z pierwszych kontaktów z wrotkami i większości wychodzi to jeszcze gorzej. Chociaż jeden pan tak świetnie śmigał, jakby już od dawna ćwiczył ten rodzaj sportu. Jeździły też małe dziewczynki, śmigały jak marzenie, ale na rolkach, co chyba jednak jest łatwiejsze od wrotek ; D Generalnie cała godzina baaardzo udana i chętnie wybrałabym się tam jeszcze raz, chociaż ceny bez zniżek mają dosyć spore.

Zdjęcie pochodzi z internetu.

Później skorzystaliśmy z kolejnego kupony i udaliśmy się do miejsca, gdzie już wcześniej bywaliśmy, i tym razem zostaliśmy poczęstowani.... Green Chocolate ; D brzmi intrygująco, prawda? Więc, jak się okazało, była to czekolada robiona z.... zielonej herbaty! W smaku przypomina białą czekoladę, przyjemnie pochrupują w między czasie drobniutkie cząstki herbaty, jedynie przy przełykaniu czuć lekko herbaciany posmak : ) generalnie jest bardzo w porządku, a dodatkowo ma kolor seledynowy ; D 

Poza tym odkryłam przepyszną herbatę, czysto owocową (nie czarna owocowa, czy inna, tylko samiuśkie owoce, bez żadnego rodzaju herbaty), która idealnie daje mi to, czego często pragnę w herbacie ; D Herbata Imbirowa Gruszka. Jest dostępna w tym naszym cudownym miejscu (swoją drogą świetny pomysł na lokal), nie wiem, czy gdzieś jeszcze można ją kupić. Kosztuje 12zł za 50g, co starczy na niewiele zaparzeń, ale jest cudowna! Rozgrzewająca, kwaśna, lekko pieprzna, dodatkowo można posłodzić brązowym cukrem i wtedy idealnie wyważony smak słodko-kwaśny, który czasem udaje mi się uzyskać w herbacie z cukrem i z cytryną, a gdy już trafię na taki smak, mogę go pić bez przerwy. Teraz przyszedł mi do głowy pomysł, że mogłabym sprezentować tą małą paczuszkę, którą kupiłam, mojemu Tacie, bo też lubi takie smaki (chyba po nim mam miłość do mocnej czarnej herbaty z cukrem i z cytryną), a za nieco ponad tydzień ma urodziny : ) Zastanowię się nad tym.

piątek, 22 marca 2013

czwartek, 21 marca 2013

Hula hop!

Po przeczytaniu wielu wpisów na ten temat i ogarnięciu całego tego szaleństwa, w końcu się skusiłam : ) Przekonał mnie argument dotyczący wpływu hula hop na jelita, poklikałam, poszukałam i wreszcie zamówiłam hula masujące, o mniej więcej takie:

Dość długo czekałam na przesyłkę, bo około tydzień, jednak kiedy wreszcie dotarła, od razu rzuciłam się do kręcenia. Na początku musiałam sobie przypomnieć i dodatkowo nauczyć się w "drugą stronę", w jedna umiałam kręcić w miarę długo, a w drugą od razu koło mi spadało. Teraz, po około tygodniu kręcenia, koło już pięknie się utrzymuje. Włączam sobie jakiś serial i kręcę po 5 minut w każdą stronę. Nawet spróbowałam się w ten sposób uczyć i... było to całkiem fajne : )
Oczywiście zmierzyłam się gdzie trzeba przed całym tym szaleństwem. Później porównam efekty.
Chcę trochę "wciąć talię", wymasować brzusio i usprawnić jelita. Mam nadzieję, że się uda ; ) zwłaszcza to ostatnie. Chociaż gdy koło podjedzie za wysoko, trochę nieprzyjemnie uciska mi żołądek. Czy ktoś z Was również odczuł takie dolegliwości? Kręcicie?

środa, 20 marca 2013

Maska drożdżowa, peeling cukrowy

Chciałam dodać ten post wtedy, gdy wykonałam tę pielęgnację, ale moja cudowna uczelnia rządzi się po swojemu i mój ostatni wolny czas został ograniczony do minimum, głównie przez to, że pewna pani profesor lekko mówiąc stoi na bakier z techniką i caluśki projekt z różnymi obliczeniami musiałam pisać ręcznie, dodatkowo bez żadnych skreśleń, korektorów, spis symboli alfabetycznie z podziałem, więc wyszło na to, że projekt przepisywałam dwa razy po kilka godzin i zużyłam cały zapas swoich kartek na notatki -.- smutne.

Ale do rzeczy.

Peeling cukrowy
Kolejne odkrycie, znane pewnie wielu z Was. Ja spróbowałam dopiero teraz, po tym jak zachwyciłam się kawą jako peelingiem do ciała. Wiadomo, kawa jest za ostra do stosowania na twarz. Z pomocą przyszedł... cukier. Wymieszałam łyżkę cukru z oliwą. Przyjemnie się masowało, troszeczkę nadal za ostro (następnym razem dodam mniej cukru, a więcej cieczy). Po zmyciu skóra była przyjemnie gładka, promieniała, jednak pokryta była filmem, co właściwie nie przeszkadzałoby mi, gdybym nie miała w planach nałożenia od razu maseczki. Poratowałam się użyciem żelu do twarzy.

Maseczka drożdżowa
Wymieszałam 1/3 kostki drożdży z łyżeczką jogurtu i odrobiną płatków owsianych. Nie wiem, czemu, ale za każdym razem maseczka drożdżowa robi mi się za bardzo lejąca i trochę spływa mi z twarzy. Jednak mimo to lubię używać drożdży, znane są ze swych właściwości oczyszczających i odżywczych : )

Olejowanie
Od jakiegoś czasu zaczęłam używać polecanego wszędzie olejowania na włosy. Czasem używam oliwki, czasem oliwy. Głównie wmasowuję trochę oleju w skórę głowy, ale również na całej długości włosów. Później śpię z takim fantem na głowie lub chodzę tak kilka godzin, a potem myję włosy. Wykonałam taki zabieg już kilka/kilkanaście razy (nie za każdym myciem!). Odczuwam większą grubość włosów i fakt, że dłużej "trzymają" - troszkę wydłużył się możliwy czas miedzy myciami. Dodatkowo są gęstsze i mniej suche.

P.S. Pat, trzymaj się : *

sobota, 9 marca 2013

Nie od razu Rzym zbudowano - notatki

Ten post chciałam dodać już dawno, dotyczy w pewnym sensie podsumowania nauki do sesji. Do pewnego stopnia jest to coś w rodzaju "mądry Polak po szkodzie" ; D Na szczęście udało się wyjść z pola bitewnego, jakim jest sesja, bez obrażeń, jednak w międzyczasie doszłam do pewnych wniosków i postanowiłam je spisać, gdyż prawdopodobnie zapomniałabym o nich do następnego razu i znów zmarnowałabym trochę czasu zanim wpadłabym na to samo. Ale do rzeczy.

* Przede wszystkim- nie oszczędzać miejsca na notatki! Miliony razy przechodziłam już przez to. W pewnym momencie zaczynam spisywać notatki do nauki tak ściśle, słowo przy słowie, linijka pod linijką, że powstaje z tego zapisana od góry do dołu jednym ciągiem, dodatkowo maczkiem, strona, do której nie mam potem ochoty nawet zaglądać, a co dopiero się uczyć. Także- nie oszczędzać miejsca! Pojęcia, wzory zaczynać od nowej linijki, robić odstępy między różnymi sprawami. Jeśli coś wymaga wypunktowania, zrobić to, a nie pisać w jednej linijce punkty oddzielone średnikiem -.- co robię nagminnie.W każdym razie w tym wypadku nie przejmować się ochroną lasów i oszczędzaniem papieru, bo nie przyniesie nam to korzyści i będzie tylko bezsensowną pracą.


Zdjęcie pochodzi z Internetu.


* Pisać wyraźnie! Robić notatki najlepiej przy biurku, nie na kolanie siedząc na kanapie. Powstają wtedy takie bazgroły, że naprawdę nieprzyjemnie patrzy się na takie notatki, a przecież notatki mają nam służyć jak najlepiej, sprawiając, ze nauka będzie chociaż trochę łatwiejsza i przyjemniejsza.

* Kolory! - używać cienkopisów, zakreślaczy, kolorowych indeksów, karteczek samoprzylepnych. Mózg łatwiej wtedy przyswaja wiadomości, nauka staje się prostsza i przyjemniejsza. Jednak... nie należy przesadzić ; d zdarzało mi się kolorować zakreślaczem powiedzmy jedną trzecią słów na jednej stronie, dodatkowo różnymi neonowymi kolorami, co w efekcie dawało tak pstrokatą kartkę, wprowadzało takie zamieszanie, że mijało się to z celem. Zatem używać kolorów, owszem, ale z umiarem, podkreślać rzeczywiście istotne, kluczowe informacje.

* Po sporządzeniu notatek i ogarnięciu ich chociaż raz czy dwa, przygotować sobie coś w rodzaju notatkowych fiszek. Bardzo lubię tę formę nauki. Zapisuję sobie poszczególne zagadnienia z najważniejszymi informacjami na małych kwadratowych karteczkach (takich o boku około powiedzmy 8-10cm). Później bardzo przyjemnie jest mi się z tego uczyć, przekładając kolejne karteczki i stopniowo, zamiast odczytywać co na nich jest, przypominać sobie tylko kluczowe słowo, a resztę wypowiadać z pamięci. Informacje są jeszcze bardziej uporządkowane i skondensowane, niż na kartkach z notatkami powstałymi podczas czytania podręcznika. Karteczki sporządzam na podstawie notatek, można zapisać tylko rzeczy, których się nie pamięta lub rzeczy, które są najbardziej potrzebne, albo zrobić streszczenie streszczenia. Najistotniejsze jest, żeby na fiszkowych karteczkach było mniej informacji niż w notatkach. Mają ona nam pomóc w zapamiętaniu, a nie być tylko przepisaniem informacji na mniejszy format.

* Uzbroić się z zapas sprawnych, wyraźnie i płynnie piszących długopisów. Bezcelowe jest denerwowanie się na długopis, który przerywa/pisze niewyraźnie/ pisze za jasno/rozmazuje się itd itd.  Chyba nie muszę nic więcej wyjaśniać. Dodatkowo muszę się wreszcie oduczyć dziwnego zwyczaju dziabania długopisem po opuszku palca skazującego prawej dłoni, co w efekcie daje popisany i brudny palec i kciuk -.- nie mam pojęcia skąd mi się to wzięło, ale robię to praktycznie za każdym razem, gdy mam w ręku długopis. Czasem nawet specjalnie tylko po to biorę długopis do ręki. Pomagało używanie ołówka zamiast długopisu, przynajmniej nie miałam popisanej ręki, ale nie lubię sporządzać notatek ołówkiem, bo są mniej wyraźne i czytelne.

poniedziałek, 4 marca 2013

Energia i zmiany

Wraz z wyłanianiem się odrobiny promieni słońca zza chmur, po długiej, dłuugiej zimie, w końcu coś mnie tknęło i postanawiam wziąć się za siebie i spróbować pozbyć się swoich problemów, które ostatnimi czasy bardzo mi dokuczają i nie wprawiają mnie w zbyt dobry nastrój.

 Zdjęcie pochodzi z Internetu

Zamierzam zadziałać na następujących płaszczyznach:
- psychika
- problemy z układem trawiennym (bo żadne leki, które miałam, nie zadziałały, dodatkowo problem ma charakter w sporej mierze psychiczny)
- sport- nic wyczynowego i trudnego, raczej chodzi mi o rozruszanie i rozciągnięcie organizmu
- skóra i włosy.

Z uczelnią raczej radzę sobie na bieżąco, chociaż wiadomo, że są momenty, gdy następuje nawał pracy. Jednak nie uwzględniam tego w swoich celach, bo znajduje się to tam na stałe : )

Pierwszym krokiem, jaki zrobię już dziś, jest wybranie się do apteki i sporządzenie mojego smoczego wywaru. Zobaczymy, co to da, jednak wierzę, że najprędzej dobrodziejstwa natury mogą coś zdziałać. Zamówię dziś też kilka rzeczy na allegro. Póki co tajemnica : )

Grzane piwo malinowe

Jako że zima się kończy, czas wstawić przepis na grzane piwo xd
Odkryty metodą prób i błędów, dla mnie najlepszy, jaki zmajstrowałam.

Składniki:
- piwo malinowe (np. z Lidla)
- około centymetrowy kawałek imbiru
- kilka goździków
- centymetrowy plaster cytryny
- szczypta gałki muszkatołowej
- ewentualnie cynamon, kilka pokrojonych cząstek pomarańczy

Wlewamy piwo do garnka, tak żeby jak najmocniej się spieniło (inaczej zrobi to nagle podczas podgrzewania). Dorzucamy umyty, obrany i starty/drobno pokrojony kawałek imbiru. Goździkom rozgniatamy główki i wrzucamy do piwa. Dorzucamy resztę przypraw i cytrynę pokrojoną na cztery części. Podgrzewamy do odpowiedniej dla nas temperatury, pamiętając, żeby nie zawrzeć, gdyż nadmiernie odparuje nam alkohol.