czwartek, 31 stycznia 2013

środa, 16 stycznia 2013

Peeling kawowy

Dziś chciałam Wam opowiedzieć o peelingu kawowym. To coś, o czym przez długi czas słyszałam pochlebne opinie, długo nie zabrałam się za spróbowanie, aż w końcu zrobiłam to. Zwykła mielona kawa, a działa cuda! Jestem zachwycona. 

Są różne metody zrobienia z kawy peelingu. Można użyć już zaparzonych fusów, ale można to być również zwykłe zmielone ziarna prosto z torebki. Można dodać przeróżne dodatki: sól, cukier, cynamon, oliwę itp. Można użyć samej kawy z odrobiną wody, ale można też wymieszać ją z np. żelem pod prysznic, by łatwiej się rozprowadzało po ciele. Jak tylko ktoś ma ochotę. Ja użyłam samej kawy, prosto z torebki, rozprowadzonej za pomocą wody. I naprawdę jest świetnie! Idealnie wygładza skórę, jest niczym pupcia niemowlaka xd poza tym przyjemnie pachnie podczas używania. Minusem jest zachlapanie całej kabiny prysznicowej/wanny zmieloną kawą, jednakże to nie problem spłukać to wszystko. 

Należy też wspomnieć o właściwościach kawy, jako kosmetyku: poprawia krążenie i ujędrnia skórę, rozbija tkankę tłuszczową, przyczynia się do redukcji cellulitu, brązowe ziarna kawy są bogate w związki polifenolowe które neutralizują wolne rodniki, chronią białka i lipidy skóry, odmładza, a skórze zmęczonej i szarej przywraca zdrowy wygląd.
Być może spróbuję kawy jako peelingu do twarzy, aczkolwiek boję się, że jest zbyt gruboziarnista i  twarda, może podrażnić wrażliwą skórę twarzy.

niedziela, 13 stycznia 2013

Tydzień pierwszy-podsumowanie

Prawie dwutygodniowy tydzień pierwszy wreszcie dobiegł końca. Najbardziej ekscytujące było spisanie Listy Stu. Z kolei wybór Stref Eksperckich okazał się nie lada wyzwaniem, nieco wręcz przygnębiającym, ale w końcu nastąpiło olśnienie. Wyrzucanie zbędnych rzeczy będę kontynuować, bo bardzo mi się to spodobało, dodaje poczucia panowania nad otoczeniem, uwalnia je, uwalniając też nieco myśli.
Arkusz do kontrolowania wydatków również został stworzony, a wraz z nim przyszło mi do głowy kilka pomysłów, stworzyłam kilka list: filmów do obejrzenia, książek do przeczytanie, pomysłów na prezenty dla najbliższych osób, a także pomysłów wpisów na bloga. Listy pewnie będą sukcesywnie aktualizowane i dodawane kolejne.
Całkiem spodobała mi się próba organizacji życia, czas na ciąg dalszy.

Tydzień Drugi, to Tydzień Próbowania Czegoś Nowego. Ciekawa jestem, na co się zdobędę i w jakim stopniu uda mi się próbowanie jednej nowej rzeczy każdego dnia. 

sobota, 12 stycznia 2013

Kieszonki z piersi kurczaka nadziewane mozzarellą i suszonymi pomidorami

Przepis powstał z przypadku, gdyż zazwyczaj kurczak z mozzarellą i suszonymi pomidorami służył jako nadzienie do naleśników/tortilli. Ale z braku składników na ciasto naleśnikowe, kurczak stał się tematem głównym :)


Składniki (na dwie osoby):
- 1 pojedyncza pierś z kurczaka
- pół kulki mozzarelli (można i więcej)
- 2-3 suszone pomidory
- 1 łyżka oleju, 1 łyżka wody
- sól, pieprz (ziołowy), papryka słodka, tymianek, bazylia -> przyprawy mogą być inne, posłużą do zamarynowania mięsa

Wykonanie:
1. Pierś myjemy, kroimy na dwie części (takie mniej więcej trójkątne) i każdą z nich nacinamy w taki sposób, by powstały kieszonki.
2. Przygotowujemy marynatę: mieszamy olej, wodę i przyprawy.
3. Nacieramy dokładnie, także we wnętrzu kieszonki, mięso, przykrywamy i chowamy do lodówki na pół godziny- godzinę.
4. Kroimy mozzarellę w sporą kostkę, suszone pomidory w paski.
5. Nadziewamy kieszonki, możemy je spiąć wykałaczkami.
6. Wkładamy do naczynia żaroodpornego i pieczemy około 40 minut w średnio nagrzanym piekarniku (nie podam dokładnych temperatur, bo w studenckim mieszkaniu posiadam starego typu kuchenkę i piekarnik, bez nastawiania dokładnej temperatury, ale ważne, że jest! ; D)
7. Chyba najlepiej smakowałyby z pieczonymi ziemniakami, ryżem. Wg uznania : )

środa, 9 stycznia 2013

Kiełki

Tak długo zbierałam się z tym postem, że moje posiane kiełki zdążyły wyrosnąć, a nawet zaczęły być konsumowane - wylądowały na dzisiejszych śniadaniowych kanapkach!

Ale w czym rzecz.
Otóż uwielbiam kiełki, jednak te w sklepie, poza pewnie mniejszymi walorami, są stosunkowo drogie, gdyż można je taniej wyhodować samemu, wiedząc dokładnie, co się z nimi działo, zanim trafiły na nasz stół. Wyhodowanie kiełków jest bardzo proste, wystarczą nam nasiona, dwa słoiki (mniejszy i większy), kawałek gazy i gumka recepturka. Ważne jest, by nasiona były specjalnie przeznaczone do hodowania kiełków ze względu na to, że zwykłe nasiona do wyhodowania np rzodkiewki w ogródku, zawierają konserwanty, które są szkodliwe, gdy mielibyśmy wyhodować z tego tylko kiełki, a nie całą roślinę (tak wyczytałam na jakiejś stronie mówiącej o kiełkach). Dostępne są różne mieszanki w sklepach ogrodniczych. Ja posiadam mieszankę "Energia", zakupioną w wakacje, póki co powstały z tego 4 partie kiełków, ale muszę zaznaczyć, że dodaję do tej mieszanki nasiona rzeżuchy : D
Tak więc pierwszym etapem wyhodowania kiełków jest namoczenie ich przez ok 12 godzin w letniej przegotowanej wodzie (w mniejszym słoiku).
Następnie zakładamy na otwór w słoiku gazę, mocujemy gumką, odlewamy wodę z moczenia kiełków. Nalewamy trochę letniej, świeżej, przegotowanej wody i taki słoik z nasionami stawiamy po skosie, do góry nogami na słoiku większym, tak by woda spływała z jednego do drugiego słoika i parowała do góry na późniejsze korzenie. I tak przez kilka dni, 2-4 razy dziennie przemywamy nasze nasiona wodą, aż wyrosną nam kiełki. Gdy już są odpowiedniej wielkości, zdejmujemy gazę i przepłukujemy kiełki, żeby pozbyć się łupinek. Osuszamy i przechowujemy w pojemniku w lodówce, do spożycia przez 2-3dni.
Są specjalnie przeznaczone do hodowli kiełków kiełkownice, jednak trzeba w nie trochę zainwestować, a przecież rozchodzi się o obniżenie kosztów ; )
Oto zdjęcie "konstrukcji"
Nie jest to moja hodowla, mój telefon nie poradził sobie ze zrobieniem ostrego zdjęcia ; )

Projekt

Wiem, że usprawiedliwianie siebie przed samym sobą jest niewłaściwe, ale pierwszy tydzień projektu trochę mi się przeciągnął i chyba tak też będzie w dalszym ciągu projektu, ze względu na natłok zaliczeń, kolokwiów i całkiem niedalekie egzaminy. No ale cóż, mogłabym projekt odłożyć na później, jednak nie chcę tego robić, bo obawiam się, że wtedy w ogóle nic by z tego nie wyszło. Dlatego też postanowiłam, że zadania będę wypełniać, kiedy tylko znajdę czas i nastrój. Maksymalnie jeden tydzień przez dwa tygodnie.
Pozbywanie się rzeczy w pierwszym tygodniu jest wbrew pozorom przyjemne, a dodatkowo wciągające i uzależniające. Zostały mi tylko ubrania do przejrzenia. Będę jeszcze musiała posegregować swoje rzeczy, które mam w domu rodzinnym, a w sumie zrobiło się tam troszkę składowisko rzeczy, które na przykład żal było wyrzucić.
Udało mi się nawet wciągnąć mojego TŻ do wyrzucania zbędnych rzeczy- jest sukces! : D
Bardziej konkretny raport z pierwszego tygodnia już niedługo : )

czwartek, 3 stycznia 2013

30 days to change

Napiszę kilka słów na temat tego projektu. Pozwala na rozwój i zmianę życia, ale wymaga sporo uwagi i zaangażowania. Trzeba tego chcieć. Obejmuje cztery tygodnie, z których każdy ma przypisany swój główny temat.

Tydzień 1- Tydzień Wyrzucania Zbędnych Rzeczy
Tydzień 2- Tydzień Próbowania Czegoś Nowego
Tydzień 3- Tydzień Perfekcyjnego Stylu Życia
Tydzień 4- Tydzień Planowania Swojego Czasu

Dodatkowo dla każdego dnia osobno przypisane jest określone zadanie. I tak, dla dnia pierwszego zadaniem jest stworzenie Listy Stu, czyli listy marzeń i celów, realnych lub nieco mniej, należy je spisać w ilości przynajmniej stu. To zadanie już za mną i mogę powiedzieć, że było naprawdę ekscytujące. Sprawiło mi sporo radości i dało przyjemne uczucie mocy. Momentami się zacinałam i nie miałam pomysłu na kolejne punkty, jednak po chwili wpadałam na coś, a za tym na kolejne pomysły. Zajęło mi to niedużo czasu, a dało mi to szerszy obraz na to, co mogę i chcę zrobić w swoim życiu.

The Beginning

Witajcie,

początek roku to dobry czas na rozpoczęcie nowych projektów, realizację pomysłów długo odkładanych 'na potem'. I tak, stało się, po ostatnim długim czasie czytania wielu przypadkowych blogów, trafiłam na noworoczny wpis tutaj i dalszej inspiracji tutaj postanowiłam podjąć się tego samego wyzwania, czyli projektu 30 days to change, a dodatkowo założyć bloga, nie tylko związanym tym projektem. Noworoczne śledzenie blogów skończyło się trafieniem na taki wpis i projekt, co zdarzyło się w naprawdę idealnym czasie (1 stycznia, wiadomo) i można to potraktować jak kopniaka w tyłek, żeby w końcu podjąć się działania ; )
Jutro napiszę więcej na temat projektu, zobaczymy, jak uda się pierwsze zadanie na ten tydzień ; )