niedziela, 22 grudnia 2013

Milasto


Zapach korzennych przypraw rozchodzi się po całym domu, przepiękne (i przesmaczne!) pierniczki upieczone i ozdobione lukrowymi pisakami. Choinka, oczywiście „żywa”, udekorowana, pachnie cudownie. Prezenty zapakowane, czekają tylko na etykietki. Większość porządków wykonana, została pomoc Mamie przy potrawach, o ile da sobie pomóc (ciężka kwestia, moja Mama nie potrafi delegować zadań innym osobom, mimo że te, np. ja i mój Tata, chętnie byśmy pomogli. Później następuje spinka, że nikt nic nie robi, tylko Mama pracuje. Ale przecież my chcemy pomóc! Przecież nie o to chodzi, ani w Świętach, ani w życiu rodziny, aby robić wszystko samej i być niemal służącą innych, trzeba umieć oddać pracę innym i pogodzić się z tym, że może ona nie być tak idealnie wykonana i w taki sam sposób, jakby samej się to robiło). Kolędy i świąteczne piosenki rozbrzmiewają z radia (polecam wieczorny RmfClassic w tej kwestii). Wieczorny spacer z Ukochanym po Starówce rodzinnego miasta zaliczony. Manekin jak zawsze spełnił oczekiwania, brownie cudowna. Jestem już w domu, z kubkiem gorącej herbaty i książką kładę się do łóżka. Cudowny czas. 


Szkoda tylko, że uczulenie opanowało moją skórę po całości. Najgorsze jest to, że prawdopodobnie winowajcą jest mój chomiczek…

niedziela, 15 grudnia 2013

Filcowe ozdoby, przepisy na babeczki marchewkowe i pierniki- czyli świąteczne inspiracje

Spędzam weekend bez mojego Lubego, wyjechał do rodzinnego domku, ale już jutro wraca. Zdążyłam się stęsknić, wiem, że to raptem 4 dni, ale okazuje się, że już za sobą tęsknimy. We wtorek mam ostatni egzamin, będzie w porządku, bardziej stresujący, bo ustny, ale doktor oświadczył, że wchodzimy tam z tróją na koncie i może być tylko lepiej. Zajęcia z mojego ostatniego semestru już skończyłam, także teraz tylko obrona. Ale najpierw mnóstwo wolnego.

Znalazłam już prezent dla Mamy, pewnie jutro rano zostanie wysłany. Co najśmieszniejsze- na pomysł wpadłam kilka minut po tym, jak podzieliłam się tu moimi książkowymi pomysłami na maminy prezent. Będzie to chorwackie wino, które mojej Mamie bardzo smakowało i szukała go w wielu sklepach (tak samo i ja), ale nigdzie nie można go znaleźć, na szczęście z pomocą przyszedł internet.

Dziś podzielę się z Wami pomysłami świątecznymi, które chcę wypróbować.

W tym roku, jak co drugi rok, Wigilia odbywa się w moim rodzinnym domu i poza moimi Rodzicami i Bratem będą na niej Rodzice mojej Mamy i jej Siostra. Dla Rodziców i Brata mam prezenty, jednak dla reszty już nie, w związku z tym wpadłam na pomysł, że każdy otrzyma ode mnie filcowe ozdoby. Jednak filc w empiku jest w gruncie rzeczy drogi i posegregowany w zestawy kolorystyczne. Musiałabym kupić co najmniej 3 zestawy po 7zł, dlatego poszukam w jakiejś pasmanterii. Oto inspiracje:

http://pieknoinspiracji.blogspot.com/2012/11/klasyczne-ozdoby-bozonarodzeniowe-z.html - zbiór różnych obrazkowych inspiracji filcowych

http://handmadekursytutoriale.blogspot.com/2013/11/bozonarodzeniowe-ozdoby-z-filcu-schematy.html - gotowe schematy do wydrukowania i wycięcia albo inspiracji

http://itssooeasy.blogspot.com/2013/12/diy-dekoracje-swiateczne-pierniki-z.html  -filcowe pierniczki, słodkie

Kolejna inspiracja, to babeczki marchewkowe, które wypróbowałam z okazji Mikołajek, zniknęły bardzo szybko, choć trochę pomyliłam ilości i musiałam kombinować z dodawaniem wody, co w efekcie skończyło się chyba troszkę zbyt wilgotnym środkiem. Mimo to polecam : )

http://www.makecookingeasier.pl/na-slodko/babeczki-marchewkowe-ze-snieznobiala-polewa/

Moim corocznym zadaniem bożonarodzeniowym jest pieczenie pierniczków. Nie lubię, zarówno ja jak i moja rodzinka, cienkich, twardych, jak kamień pierniczków (chociaż w moim przypadku nie tyczy się to takich cieniutkich korzennych kupnych ciastek w kształcie serca, lubię je), a zeszłoroczny przepis gdzieś mi się zapodział, dlatego przekopałam nieco internetu w poszukiwaniu odpowiedniego przepisu i oto jest!

http://lawendowydom.blogspot.com/2011/12/piernikowe-gwiazdki-mam-dla-was-kubki.html

W tym roku mam też w zapasie barwniki spożywcze z Wielkanocy, dlatego kolorowe lukry obowiązkowo pojawią się na moich pierniczkach. Prawdopodobnie upiekę też osobną partię dla Babci i Dziadka, możliwe, że zamiast filcowych ozdób, choć te pewnie też wykonam, tyle ze dla siebie : )

Co do pakowania prezentów- w blogosferze królują opakowania z szarego papieru i do tego kolorowe, świąteczne wstążki, najlepiej w biało-czerwoną kratę lub czerwone kropki. Kupuję to! Już dawno temu lubiłam pakować prezenty w szary papier i tak z koleżankami w liceum pakowałyśmy wzajemne prezenty urodzinowe. Uważam, że to bardzo estetyczny, prosty i delikatny sposób pakowania, a piękną wstążka będzie cudownie wyeksponowana na takim prezencie i "zrobi" całość. Planowałam zrobić też małe witrażyki-etykietki do prezentów, o takie jak tu, na końcu po lewej stronie http://ojkarola.blogspot.com/2013/12/pakujemy-prezenty-pomysy-na-kreatywnie.html

Mam dla Was przesympatyczną świateczną grafikę

Chcę jeszcze wspomnieć o ostatniej wizycie w domu, spędziłam wtedy przemiłą niedzielę, która zaczęła się od spędzenia przedpołudnia w aquaparku z Rodzicami (Tata na zjeżdżalni <3 do tego strefa saun, wspaniale), później pyszny obiad u Rodziców Mamy i na koniec, już w domu, Tata długo nie dał się namawiać na rozpalenie ognia w kominku, do tego gorąca herbata, kot, wspaniale!

czwartek, 12 grudnia 2013

Świąteczne piosenki

Dziś podzielę się z Wami moimi ulubionymi wykonaniami światecznych pisoenek. Uwielbiam kolędy i świąteczne piosenki, czasem śpiewam je w środku lata, przywołują na myśl jedne z najcieplejszych chwil w roku, pozytywnie nastrajają, powodują powstanie takiego ciepła na sercu. Lubię i popularne piosenki świąteczne w języku angielskim, znajdzie się kilka polskich, ale także kolędy, mimo że raczej nie jestem osobą wierzącą. Dlatego też lubię Pasterkę- śpiewy chóru, wspólne śpiewanie kolęd.
Mój Luby jest wspaniały i nagrał mi już kilka płyt z piosenkami świątecznymi, bo wie, że je uwielbiam i wywołują uśmiech na mojej twarzy. Są to zazwyczaj piosenki różnych artystów, zebrane w jedno przez jakąś osobę : ) Dziś przedstawię płyty, składanki "pojedynczych wykonawców", które lubię.

Przede wszystkim Michael Buble. Wesołe, pozytywne, takie jakie lubię najbardziej. Niestety filmik z całą płytą został usunięty w ciągu kilku ostatnich godzin, wrzucam więc jedną z piosenek


Nie może zabraknąć smooth jazzu


Kolejny pozytywny, wesoły album jazzowy, tym razem w wykonaniu kobiecym- Diana Krall


Świąteczny album She&Him - Zooey Deschanel!


Kolejne - kolędy w języku polskim. Jako pierwsi- Zakopower. Przyznam szczerze, że nie przesłuchałam jeszcze całości, ale lubię głos Sebiastana Karpiel-Bułecki i tą góralską muzykę, skrzypeczki, no może nie słychać tego za każdym razem, ale muzyka jest jak najbardziej pozytywna


 I na koniec:


Już na samiuśkie ostatki mam dla Was trening angielskiego pod postacią najbardziej popularnej piosenki świątecznej. http://www.lyricstraining.com/play/11539/wham/last_christmas
Stronka podpatrzona u http://www.make-life-beautiful.pl/

Mam nadzieję, że spodobają Wam się moje ulubione świąteczne wykonania. Dzisiaj słuchając ich ubrałam choinkę w naszym studenckim mieszkaniu, niewielką, ale zawsze : ) Miłego słuchania! Podzielcie się swoimi ulubionymi świątecznymi wykonaniami, z chęcią posłucham.

wtorek, 10 grudnia 2013

Świąteczne prezenty


Tak, tak, to już zaraz, już za chwileczkę, już za momencik. Mój ulubiony czas w roku. Świeta Bożego Narodzenia. Odkąd jest studentką i mieszkam kawałek drogi od rodzinnego domu, czekam na Święta z ogromnym utęsknieniem. Brakuje mi moich bliskich, a Święta kojarzą mi się z ciepłem, z rodziną, ze spędzaniem wspólnie czasu, z życzliwością i wszystkim tym, czego nie umiem wyrazić słowami. Niby to podobne spotkania z rodziną do tych w ciągu roku, ale jest inaczej, to niezaprzeczalne. Jest magicznie. Wiem, że niektórzy nie czują magii Świąt, ale mnie ona wszechogarnia. Cały grudzień myślę o nadchodzącym czasie. Nie wspominając o tym, że piosenki świąteczne i kolędy potrafię słuchać i śpiewać w środku lata : ) i nawet wtedy wywołują u mnie takie ciepłe uczucie na sercu.


Którą z nich dla Brata?


Święta to również prezenty! Lubię zastanawiać się nad tym, co sprezentuję najbliższym, lubię obdarowywać ich i widzieć rozanielone uśmiechy na widok drobnych upominków. Lubię, gdy są naprawdę trafione. Dlatego sporo czasu nad nimi myślę, przekopuję się przez internetowe oferty, opinie, recenzje, raczej nie interesują mnie poradniki, co można komuś sprezentować, bo po prostu są zbyt uogólnione. Z tego wszystkiego, spędzając kolejne godziny na poszukiwaniach, czasem zaczynam się frustrować, ale na szczęście niespodziewanie pojawia się pomysł idealny : ) W tym momencie mam już wybrane prezenty dla Taty, dla Brata muszę wybrać pomiędzy dwiema książkowymi pozycjami (może doradzicie mi czy wybrać Motoświat, czy Moje lata w TopGear Clarksona? Która z nich ma więcej…fotografii?), dla Ukochanego zastanawiam się nad drugą częścią prezentu, chociaż, a nie, mam już pomysł, muszę znaleźć tylko odpowiednią opcję, ale tym razem mam problem z prezentem dla Mamy! Zawsze powtarzałam, że dla kobiety dużo łatwiej jest coś wybrać, ale tym razem mam pomysły na prezenty dla wszystkich obdarowywanych mężczyzn, ale nie dla Mamy! Mam wrażenie, że wszelkie pomysły kosmetykowo-świeczkowo-biżuteryjne są zbyt ogólne i mało spersonizowane, nawet jeśli krem byłby przeciwzmarszczkowy i z ulubionej serii, a bransoletka pasowała do którejś bluzki. Sama nie wiem, co wybrać…. Właściwie… póki co nie mam w czym wybierać. Może jakaś książka? W sumie jest kilka pozycji:





- Flirtując z życiem. Danuta Stenka
-Każdy szczyt ma swój Czubaszek.
-Kobiety dyktatorów
-Upadłe damy II Rzeczpospolitej
- Wszystko w porządku. Układamy sobie życie. Marcin Prokop i Szymon Hołownia
-Kuchnia filmowa. Paulina Wnuk



No i tym oto optymistycznym elementem- nie mam pojęcia co sprezentować mojej Rodzicielce. Jeżeli jesteście w stanie wypowiedzieć się na temat którejś z tych książek- bardzo proszę o pomoc.

P.S. A prezentu dla Lubego nie pokażę, bo tu zagląda ; p ;*

Halo?


Halo, halo, jest tu kto?

Dawno mnie tu nie było, ale oto jestem. Zaczęłam od zmiany wystroju i nareszcie czuję, że to moje miejsce, dlatego chcę znów coś naskrobać. 

Nagłówek stworzyłam własnymi rękami przy użyciu… Painta i Worda. Potrzebowałam tylko kawałeczka grafiki z kwiatkami i oto jest.

Ale ale, sprawdźmy co u mnie  się działo.

Więc tak: od ponad miesiąca jestem 22-latką. Cały ten okołourodzinowy czas był świetny, dostałam sporo życzeń i prezentów, których się nie spodziewałam. Również sama sprawiłam sobie kilka drobiazgów : ) Mój Luby sprezentował mi wyczekiwane słuchawki do telefonu, od znajomych dostałam płytę, na którą czekałam cały rok- Jatata Indios Bravos! Jest boska, jak całe Indios. 

A moje prezenty: wizyta u kosmetyczki na peelingu kawitacyjnym i innych zabiegach w jednym pakiecie, po godzinie leżenie wyszłam stamtąd totalnie odprężona i z gładką cerą. Byłam naprawdę zadowolona z efektów. Mój drugi prezent to karnet na fitness i tak sobie chodzę od miesiąca, no dobra, byłam dopiero na 4 zajęciach, jutro idę na kolejne 2. Spróbowałam zumby, która podbiła moje serce, byłam na Fitballu, który trochę mnie rozczarował i jeszcze na zajęciach Body Mental, łączących jogę, pilates i streching, które to zajęcia również mi się spodobały, chociaż zakwasy po tej godzinie były niewyobrażalne, od czubka nosa po czubek dużego palca u stopy. Mam jeszcze kupon na mikrodermabrazję w ramach własnych prezentów urodzinowych, ale mam jeszcze 2 miesiące na wykorzystanie, a póki co muszę wyleczyć uczulenie.

Prezentem urodzinowym była również paczka z ShinyBox, moje cierpliwie uzbierane gwiazdki zamieniłam w ciemno na listopadowe pudełko, po czym na miesiąc o tym zapomniałam, bo jeszcze nie odbywała się wysyłka pudełek, a potem pudełko zrobiło mi świetny prezent urodzinowy, który nieoczekiwanie trafił totalnie w mój gust, a nawet w aktualne potrzeby, ale o tym może w osobnym wpisie.

Praca inżynierska praktycznie skończona, muszę tylko wysłać ostatnio dopisane wypociny promotorowi, a potem tylko kosmetyka. Mam nadzieję, że już nie wrzuci mi kolejnych tematów do dopisania, bo z każdą kolejną wizytą coraz bardziej odbiegają one od mojego głównego tematu i coraz słabiej o niego zahaczają, dlatego mam niecny plan nie proponowania tym razem spotkania, oby się udało.

Jest dobrze : ) ten rok, rok pisania bloga, był naprawdę fajny, odkryłam, że pisanie jest niezłą motywację i daje sporo chęci do działania, dlatego też postanowiłam wrócić tu i pisać. Dla siebie : ) przede wszystkim.

czwartek, 24 października 2013

Zapiski #7

Troszkę się uzbierało od ostatniego napisania.

Tak więc przede wszystkim ruszyłam z pracą inżynierską, właściwie mam jej więcej niż pół, wczoraj nareszcie widziałam się z moim promotorem i zasypał mnie świetlaną wizją przyszłości, tj. opatentowaniem i zdobyciem grantu na badania ; o troszkę mu nie wierzę i raczej słuchałam tego sceptycznie nastawiona. No ale zobaczymy, najpierw muszę skończyć to pisać. Zostały mi dwie koncowe rozkminy/propozycje, korekty, dopisanie w odpowiednich miejscach odniesień literaturowych, napisanie wstępu, streszczenia, bibliografii i elo. Także myślę, że jest dobrze.

Poza tym odwiedziła mnie siostra mojej Mamy, spędziłyśmy świetny dzień, zwiedzałyśmy, jadłyśmy. Było super.

Kolejny weekend, tzn. ostatni weekend był napakowany socjalizowaniem i uspołecznianiem się. Zaczęło się od domówki, potem soboty z zaprzyjaźnioną parą, wieczoru z winem z dawno nie widzianą kuzynką, która przeprowadziła się do tego samego miasta (co mnie jeszcze bardziej tu zatrzymuje), a niedzielny wieczór spędziliśmy z Lubym, naszym współlokatorem i jego dziewczyną, która przyjechała w odwiedziny. 

W poniedziałek nagle okazało się, że we wtorek mogę wygłosić prezentacją zaplanowaną na za dwa tygodnie. Przez chwilę miałam wątpliwości, ale zgodziłam się i pierwsza z dwóch prezentacji już za mną. W najbliższy poniedziałek druga i ostatnia : ) 

Uzbierałam nareszcie 100 gwiazdek na shinybox i zbieram się z zamówieniem mojego pierwszego i zapewne ostatniego pudełka. Może ktoś mógłby mi polecić któreś pudełko z dostępnych? Mam dylemat między październikowym a wrześniowym. Aha, no tak, październikowy jest już niedostępny -.- To może poczekać na listopadowe? Tylko że nie mam ochoty zamawiać tego w ciemno...

Co więcej hmm jest dobrze! Jest zdecydowanie lepiej niż o tej samej porze rok temu : ) Nie wiem, czy to sensowne zajęcie, które ciągle mam na głowie, czy to wizja opcjonalnej półrocznej przerwy, czy może zmieniło się moje nastawienie w ostatnim czasie, albo jeszcze to nic innego jak od czasu do czasu łykane tabletki z witaminami B? ; D 

Jest dobrze. Jesień mnie zachwyca. Ten zapach liści... w parku, lesie... kolory. Słońce. Przepięknie

wtorek, 8 października 2013

Postcrossing #4 i inne sprawy

Oto moja kolejna otrzymana pocztówka, prosto z Niemiec. 
Jest urocza, prawda?





Mam już wylosowaną kolejną osobę do obdarowania pocztówką. Trzeba się tylko wybrać na pocztę.

Poza tym:

Rozdanie poniosło klęskę, niestety. Nikt się nie zgłosił, a szkoda. No ale cóż, książka zostaje u mnie : )

Po drugie- cieszę się z popularności Projektu 3xS. Chcę tylko zaznaczyć, że jest to mój pomysł. Wiem, że można było opisać to ładniej, lepiej i bardziej składnie, ale wybaczcie, polonistką nie jestem i nie będę, a jednak mam swoje pomysły, coś tam skrobię tu na blogu i będę to robić, nawet jeśli są to suche zdania ; )

Tymczasem uciekam na laborkę, badać wodę z kałuży, której nie ma. Hmm, chyba inna woda też może udawać wodę z kałuży, tak myślę.

środa, 2 października 2013

Projekt 3xS


Postanowiłam w bardzo łatwy sposób pomóc mojej pewności siebie. Tym czymś jest Projekt 3xS. 


O co chodzi? 3xS to:
- sukienka/spódnica
- szpilki
- szminka


W projekcie tym chodzi o to, by każdego dnia mieć na sobie przynajmniej jedno S. Dla mnie połączenie sukienka+szpilki byłoby już „zbyt”, ale sama sukienka albo same buty na obcasie (szpilki podczas zbliżającej się jesienie i zimy to zły pomysł, ale obcas- ok)- czemu nie : ) Każdy z S to niewątpliwie kobiecy atrybut. Chodzi o to by przyzwyczaić się do kobiecości i emanowania nią, wykorzystywać nią. Poza tym wszystko to dodaje pewności siebie, wystarczy tylko przejechać usta szminką i od razu czujemy się inaczej. Na początku, gdy nie jest się przyzwyczajonym, można czuć się głupio, wiem po sobie. Wystarczy, że ktoś na nas spojrzy, a wydaje nam się, że wyglądamy głupio, coś jest nie tak. Ale to totalne złudzenie! Z czasem przychodzi poczucie pewności siebie, dużo większe niż w „zwykłym” ubiorze- dżinsach i trampkach. Dlatego uważam, że warto i właśnie w ten sposób (między innymi J) będę pracować nad swoją pewnością siebie tej jesieni. Zachęcam do dołączenia!

Na pewno podzielę się z Wami swoimi dokonaniami w tej kwestii. Dobrym sposobem byłaby metoda kratek dla tej sprawy i zaznaczanie ile z S miałyśmy na sobie danego dnia (wystarczy jedno! Nawet sama szminka na ustach sprawi, że coś zacznie w nas kiełkować!). Póki co idzie mi świetnie! Mam naprawdę dużo sukienek w swojej szafie, a nosiłam je sporadycznie. Nie są to sukienki balowe, czy wizytowe, więc czemu miałabym ich nie nosić. Śmigam w sukience, dość grubych rajstopach i balerinkach.  Z butami na obcasie miałam taki problem, że głośno stukały, ale wyciszyłam je i zamierzam w nich chodzić, gdy zrobi się jeszcze chłodniej, będą idealne do spodni.

Może dołączysz do mojego projektu 3xS? Zachęcam!!!



Obrazki użyte do mojej "grafiki" pochodzą z:
http://cdni.condenast.co.uk/426x639/a_c/10Dresses19_EL_28jun12_pr_bt.jpg
http://bi.gazeta.pl/im/01/18/ba/z12195841Q,Isadora---szminka-Perfect-Moisture-nr-165-cena--51.jpg
http://www.manieco.com/436-2317-thickbox/high-heels-leather-black.jpg

wtorek, 1 października 2013

Zapiski #6


Wybaczcie mi ostatnie nieistnienie w blogowej sferze, ale już śpieszę z doniesieniami : )

W ostatnim czasie sporo się działo. Przede wszystkim nareszcie byliśmy z A. na wakacjach w przepięknym mieście, jakim jest Kraków. Naprawdę cudowne. Zwiedzaliśmy, jedliśmy ciekawe rzeczy, byliśmy w aquaparku. Poza tym moja pewność siebie bardzo podrosła z kilku względów, przede wszystkim- zaśpiewałam w karaoke!!! Pierwszy raz w życiu, już jakiś czas chciałam to zrobić dla samej siebie, żeby zmierzyć się ze swoim strachem, żeby sprawdzić się, udowodnić sobie i innym, że potrafię! I się udało. Obce miasto, obcy ludzie (poza 3 osobami : )), mój ukochany zespół i zaśpiewałam. Na początku trząsł mi się głos, ale dało mi to jeszcze większego kopa i dałam czadu! ; D miałam nawet chórki, za które dziękuję, poza tym barmanka (chyba jej się spodobałam) przechodziła obok w trakcie i szepnęła, że idzie mi bardzo dobrze : ) Naprawdę niesamowite przeżycie, +milion do pewności siebie. Kolejna rzecz to rozmowy ze znajomymi, którzy byli z nami w Krakowie (trochę razem, trochę osobno). Aquapark również dodał trochę do pewności siebie, bo próbowałam nowych rzeczy, zjeżdżalnie, ścianka wspinaczkowa, tęczowa ścieżka, sauny <3, zwłaszcza fińska cedrowa i sauna solankowa (sauna mokra jest okroooopna!!!). Co więcej? Próbowanie nowych dań, nowych piw, oglądanie nowych rzeczy, uczenie się ciekawostek. Wyjazd był naprawdę owocny. Jedyna smutna rzecz, to przywiezione z Krakowa przeziębienie przez kilka następnych dni, a wszystko przez rozchełstany bieg z aquaparku z na wpół mokrymi włosami do autobusu, bo inaczej spóźnilibyśmy się prawdopodobnie na pociąg do domu. 


weheartit.com 
Poza tym przeprowadziliśmy się do naszego studenckiego miasta (w czwartek), pożegnałam się z rodzicami (…), rozpakowaliśmy się, robiliśmy mnóstwo zakupów, sprzątaliśmy. Będziemy mieszkać, właściwie to już mieszkamy, z dodatkową osobą, naszym kolegą. Dla mnie to też dodatkowe doświadczenie, bo ostatnie trzy lata mieszkaliśmy tylko we dwójkę. Ze względu na wyprowadzkę miałam też kilka dni przestoju, bo nie mieliśmy internetu, chociaż miał być założony praktycznie tego samego dnia, co się wprowadzaliśmy, jednak okazało się, że nasze zgłoszenie, mimo telefonicznych rozmów, zapewnień, spełnienia wszystkich warunków, nie zostało przyjęte, bo jak się okazało pani nie ogarniała sytuacji i w ogóle jej  warunki były wymyślone… generalnie bardzo słabo, zwłaszcza, że moi współlokatorzy potrzebują internetu do pracy… No ale trudno.

Sprawiłam sobie chomika, zgodnie z planami na jesień <klik> Jest cudowny, oswaja się jeszcze z nowym miejscem, ze mną, ja z nim, ale jest uroczy. Niby to tylko maleńki gryzoń, a mimo to daje mi mnóstwo radości.

środa, 25 września 2013

Kosmetyki, które się sprawdziły w ostatnim czasie

Tusz do rzęs Lovely Volume Booster with D-panthenol, silk & collagen

Jest świetny! Dobrze rozdziela rzęsy, nie skleja, świetnie podkreśla. Szczoteczka jest gumowa, gęsta, elastyczna, bardzo dobrze chwyta nawet te krótsze włoski. Nie zawiera włókienek wydłużających, co dla mnie jest plusem, ze względu na soczewki kontaktowe. Dodatkowo posiada składniki pielęgnujące, nie zauważyłam wprawdzie ich działania, ale fajnie jest widzieć coś takiego w składzie.


Mydła w kostce Alterra

Pachną obłędnie! Na pierwszy raz poszło mydło lawendowe, następne w kolejce jest różane. Zawierają naturalne olejki, mają krótki, przyjazny skład. Na pewno mogę o nich powiedzieć, że wysuszają w zdecydowanie mniejszym stopniu niż zwyklaki (o ile w ogóle). Nie podrażniają skóry, a w łazience po kąpieli można zażywać aromaterapii ; D


Lakier do paznokci w idealnym kolorze Golden Rose with protein nr 329

Szukałam miętowego lakieru do paznokci. Ten może nie jest typowo miętowy, ale ma przyjemny, nie rzucający się w oczy niebieskawy kolor. Z kryciem co prawda jest tu słabo, 2 dość grube warstwy albo 3 cienkie. Ale moim zdaniem warto.


Antyperspirant Garnier Intensive 72h

Właściwie... Spełniał swoje zadanie, naprawdę dobrze chronił przed potem i plamami, również podczas upałów. Miał przyjemny zapach, szybko wysychał, był ok. Jednak jakoś nie jestem do niego przekonana, ze względu na to, że pod koniec pojawił się na kulce żółty osad. Podejrzewam, że to słynne aluminium, niby nieszkodliwe, ale ten widok mnie zniechęcił.

wtorek, 24 września 2013

Opaska na oczy do spania Kot- DIY

Do mojej opaski użyłam:
- czarnego mikropolaru, wymiary- szerokość ok 20cm, wysokość 3x15cm
-około 50cm czarnej gumki 0,7cm
- czerwona mulina + igła cerówka
-igły, nici, nożyczki

Na początek narysowałam szablon, który następnie obrysowałam na lewej stronie złożonego na trzy materiału. Wycięłam zostawiając ranty na zeszycie.
Potem na jednej części wyszyłam kota za pomocą muliny i igły cerówki. Nic trudnego.
Teraz najbardziej skomplikowana operacja w szyciu opaski- w jaki sposób doszyć gumkę. Otóż zrobiłam to tak, że na "policzkach" kota przyszyłam po dopasowaniu końcówki, a gumkę przeprowadziłam między prawą stroną opaski z wyszytym kotem, a prawą stroną ostatniej warstwy, tak, żeby gumka podczas zszywania na lewej stronie znajdowała się w środku kota.
Kolejny punkt to zeszycie na lewej stronie z zostawieniem małego otworu na przewinięcie na prawą stronę
Przewinęłam i zeszyłam. 
Tadam!

Przypominam o rozdaniu. Niedługo kończy się termin. <klik>

środa, 18 września 2013

O jesieni słów kilka


Praca inżynierska 


Przede wszystkim jak najprędzej uporam się z napisaniem pracy inżynierskiej. To mój priorytet. Im mniej masz na coś ochotę, tym szybciej to zrób ; D No może nie aż tak, temat pracy zaproponowałam sama, co prawda w tym momencie podoba mi się mniej niż z początku, ale będzie ok.

Zdrowie i sport

Będę trzymać się moich postanowień, jeśli chodzi o naprawę moich jelit. 
Znajdę coś regularnego, przyjemnego, relaksującego, zajmującego, coś co mnie rozciągnie. Mam na oku pilates. Jeszcze nie próbowałam, zachęciła mnie Catherine

Konkurs

Zgłoszę się na ten konkurs! Taka okazja, można powiedzieć, że mini wernisaż ; > Nie zdradzę, o co chodzi. Mogę powiedzieć tyle, że jest to rzecz, którą uwielbiałam i nadal uwielbiam, ale zapomniałam o niej, o tym ile daje mi radości. Tak więc, do dzieła! Już zapisuję termin w kalendarzu.

Angielski

Koniecznie zrobię coś w tym kierunku. Ustalę z TŻ konkretny czas na nasze rozmowy, może poszukam kursu konwersacyjnego. Będę kontynuować naukę słówek na memrise. Spróbuję seriali z angielskimi napisami, niech tylko Luby pokaże mi, jak to ogarnąć : )

Blog

Zdecyduję o jego formule, a właściwie najpierw zdecyduję o tym, co ze mną, a potem będę to opisywać, o. Jedyne co wiem ogólnie na temat bloga, to tyle, że na pewno rezygnuję z jednoproduktowych opisów kosmetyków z całą tą paplaniną o składzie i opisie producenta. Chcę wprowadzić fajny, przejrzysty, trochę puffowy szablon, do tego jakieś ciekawe logo w przyszłości (? Jakiś grafik albo dobre rady na horyzoncie?). Prawdopodobnie sprawię sobie też nowy telefon i chciałabym przenieść sporą część blogową właśnie tam. Łatwy dostęp do nowych wpisów Blogerów, których czytam, łatwy dostęp do komentarzy itd. Może tworzenie mini grafik będzie prostsze na kilkucalowym dotykowym ekranie?

Urodzinowe LOWE

Chcę stworzyć listę 22 rzeczy do zrobienia przed 23 urodzinami (o mamo), a także listę 22 rzeczy, które sprawiają, że czuję się z siebie dumna lub 22 rzeczy, które czynią mnie wyjątkową (albo to i to razem). Poza tym zamierzam sprawić sobie kolczyk (tatuaż mimo że mi się podoba, to póki co nie umiem się zdecydować na żaden konkretny wzór i podjąć decyzji, czy chcę, czy nie; myślę, że może nadejść taki dzień, że obudzę się i stwierdzę jednoznacznie, że tego chcę lub absolutnie już nie).  I przygarnę zwierzątko. Kot (o psie nie myślę, bo generalnie pałam miłością do każdego napotkanego sierściucha i każdego kota chcę zabierać do domu…) to trochę za dużo w mojej sytuacji, gdy co około miesiąc razem z Lubym wracamy do rodzinnego miasta i nie mielibyśmy komu zostawić pod opieką stworzenia, a transport byłby troszkę kłopotliwy. Sprawię sobie… chomika! Wcześniej wahałam się nad decyzją, bo przejmowałam się opinią innych, a poza tym wmówiłam sobie, że to dziecinne… Do tego TŻ też jakoś nie był przekonany (wyobrażacie sobie, że nigdy jako dziecko nie miał chomika, rybek, królika, czegokolwiek?!), co do takiego gryzonia.

Studia

Zastanowię się, co ze sobą zrobić. W styczniu/lutym zostanę inżynierem i nie mam pojęcia, czy zostawać na swojej uczelni, czy ją zmieniać. Ale to chyba rozkmina na osobny wpis.

I wszystko inne

Pracuję nad własnym planerem, rozrysowywuję sobie pomysły, planuję osobistą okładkę. W planach jest nowy telefon, który będzie moim mini tabletem. Poza tym dobra organizacja, próbowanie nowych potraw, zwłaszcza rozgrzewających, gorące owocowe herbaty (+rooibos <3) pod kocem. Dwie nieszczęsne prezentacje na uczelni, do których podejdę z podniesioną głową. Rozwój, rozwój, rozwój. Wezmę się w garść i pozbędę się strachu i nieśmiałości (brzmi jakbym siedziała całe dnie w kącie i bała się wyjść do ludzi. Nie, nie jest ze mną tak źle : ) po prostu bezsensownie się denerwuje i stresuje różnymi sprawami związanymi  z kontaktem osobistym z ludźmi i nad tym chcę wreszcie popracować). Wbrew pozorom jesień nie jest taka smutna i ponura : ) Ja po męczącym dla mnie lecie (nie znoszę upałów), czekam z utęsknieniem na jesień. Brakuje mi tylko kaloszy na deszczowe dni i wszystko będzie cacy : )

P.S. Zapraszam do rozdania!!! klik

poniedziałek, 16 września 2013

DIY gumka do włosów z kokardką

Potrzebujemy:

- materiał o wymiarach 8x8cm oraz 3x4cm (około; wymiary są orientacyjne, komuś może podobać się szerszy pasek, czy ogólnie większa kokardka)
- gumkę do włosów okrągłą
- igłę i nici, nożyczki

  1. Większy kawałek materiału składamy na pół i zszywamy w taki sposób, by w połowie dłuższego boku została dziurka na przewinięcie na prawą stronę.
  2. Przewijamy na prawą stronę, zaszywanie dziurki nie jest konieczne, bo zostanie zakryta przez środkowy pasek.
  3. Nadajemy kształt kokardce, u mnie są to dwie zakładki, następnie lekko zszywamy pośrodku, żeby utrzymało konstrukcję.
  4. Przygotowujemy pasek- zszywamy dłuższy bok materiału i przewracamy na prawą stronę.
  5. Bazę oplatamy paskiem i zszywamy go z tyłu, doszywając jednocześnie do bazy, żeby się nie przesuwał.
  6. Doszywamy kokardkę do gumki.
Gotowe!!! Jak Wam się podoba?




P.S. Przypominam o rozdaniu klik


sobota, 14 września 2013

Zapiski #5


W ostatnim tygodniu przestaliśmy być bezdomni z moim A. Mamy mieszkanie! Jest przytulaśne i nie mogę się doczekać jego urządzania. 


Pisałam zaległy egzamin, nocowaliśmy w akademiku, piliśmy piwko i naleśnikowaliśmy. Stwierdzam, że nigdy więcej nie przejdzie mi przez myśl opcja mieszkania w akademiku, zamiast w wynajmowanym mieszkaniu. Przerażała mnie ilość ludzi dookoła xd

Poza tym kontynuuję moje jelitowe zmagania i zauważyłam u siebie ogromny wzrost chęci do działania w porównaniu z sierpniem! Może to zasługa wprowadzonych zmian? Dzielnie trzymam się z tygodniem bez słodyczy. Jem i piję imbir, dzisiaj kolejna kolacja z kaszą jaglaną itd. Itd. Spróbowałam też soku z kiszonej kapusty. Ale to oczywiście na osobny wpis.

Załatwiam kolejne sprawy, dokupuję mnóstwo rzeczy, spełniam się w drobnych DIY, mam dużo pomysłów.

Zakupiłam nowy numer Coachingu i English Matters. Do EM przekonał mnie artykuł o Kubie, moim wymarzonym miejscu na wakacje. Odkryłam tez fajną stronkę http://www.instytutprzemiany.pl/ gdzie na blogu można znaleźć ciekawe artykuły.

Wczoraj z A. robiliśmy sushi, poszliśmy w ulewę po wino, a potem konsumowaliśmy i piliśmy. Uwielbiam z nim majstrować coś w kuchni! Sushi wyszło nam bardzo dobre, wypróbowaliśmy takie z granatem ; >> Polecam!

Poza tym- majstruję, czytam, piszę i planuję wakacje! Należy się nareszcie mały wyjazd! Niestety przez najbliższe dwa tygodnie pogoda ma nie rozpieszczać, więc w tak deszczowym okresie wyjazd w góry odpada, a to wielka szkoda… W górach wypoczywam najlepiej! Szykujemy się do wyjazdu do jakiegoś urokliwego miasta i chyba nawet już wiemy gdzie : )

Planuję prowadzić regularne „Zapiski”, raz w tygodniu, chyba najlepiej w weekend.

Zapraszam do rozdania! Jeszcze nikt się nie zgłosił ; c

czwartek, 12 września 2013

Mini Rozdanie!!!

Witajcie!

Mam dla Was, moich Czytelników, mały prezent, w skład którego wchodzą:

- książka- "Czy miłość trwa wiecznie? Dzieje namiętności na przestrzeni wieków" autor: Stephen A. Mitchell
- 2 próbki Vichy- mleczko do ciała i krem do twarzy
- niebieski lakier do paznokci (użyty 2 razy i myślę, że komuś może sprawić więcej radości niż mi : ))


Warunki konkursu:
dołączenie do obserwatorów bloga http://pif-puf.blogspot.com
oraz: zgłoszenie się co najmniej 10 uczestników

Co trzeba zrobić?
Napisać komentarz pod notką z rozdaniem.
W komentarzu powinien się znaleźć nick (pod jakim obserwujecie bloga), adres email oraz adres bloga (jeśli posiadasz bloga) oraz ewentualną informacją o spełnionych warunkach dotyczących dodatkowych losów.

Dodatkowe punkty:
-dodanie bloga w pasku bocznym do blogów czytanych- 2 punkty
-wspomnienie o rozdaniu wraz z linkiem do niego w notce na swoim blogu (wtedy proszę o linka do notki w komentarzu pod tym postem)- 4 punkty (jednorazowo)

Rozstrzygnięcie odbędzie się na postawie liczby zgromadzonych punktów.
Każdy uczestnik zdobędzie jeden punkt za obserwowanie bloga oraz ewentualne dodatkowe punkty zwiększające szansę na zwycięstwo.

W razie wystąpienia remisu zwycięzcą zostanie osoba o większej aktywności na moim blogu, wynikającej z liczby komentarzy pod pozostałymi notkami.

(Drogą wyłonienia zwycięzcy miało być losowanie, jednak mój Luby uświadomił mnie, że to nielegalne, zarówno prowadzenie losowania, jak i branie w nim udziału, chyba ze zostanie to odpowiednio zgłoszone. Jeżeli jesteście zainteresowani tym faktem, to mogę dodać wpis na ten temat).

Zgłoszenia przyjmuję do 26 września 2013 do godziny 23:59

Wyłonienie zwycięzcy i ogłoszenie wyników: 28 września 2013

Po wyłonieniu zwycięzcy wyniki zostaną ogłoszone na blogu, a ja skontaktuję się z daną osobą mailowo w celu zdobycia adresu do wysyłki.

Wysyłka odbywa się na terenie Polski

środa, 11 września 2013

Postcrossing #3

Nareszcie kolejna kartka dotarła do mnie! Tym razem od Darii z Ukrainy, która jak się okazało jest w tym samym wieku (fajna odmiana po tym, jak ostatnią kartkę wysłałam do 50-letniego farmera z USA : D Absolutnie nie mówię, że to coś niefajnego. Tak po prostu : ))

Kartka jest śliczna. Sami oceńcie!



Postcrossing, poza wymianą pocztówek, jest również okazją do ćwiczenia języka angielskiego. Coś trzeba zawsze napisać w pocztówce, a zazwyczaj używany jest tu język angielski ze względu na uniwersalność. Ja wiem, że można napisać banalne zdanie typu "Hi, my name is... I'm writing to you from... Happy postrossing and best regards". Ale szczerze mówiąc ja chciałabym przeczytać coś więcej od osoby, która wysyła mi kartkę, dlatego też sama staram się napisać kilka zdań. Czytam na profilu wylosowanej osoby, jakie lubi kartki i czy ma jakieś preferencje odnośnie treści (np. jakaś ciekawostka polityczna z kraju albo legenda dotycząca miejsca, skąd kartka jest wysyłana) i staram się spełnić te oczekiwania. Zazwyczaj kończy się to tak, że piszę drobnym maczkiem, pod koniec brakuje mi miejsca i pozdrowienia wciskam w jakąkolwiek wolną przestrzeń ; D Prawdopodobnie popełniam jakieś błędy, ale mimo wszystko takie pisanie daje niezłą satysfakcję, zwłaszcza, gdy ktoś po otrzymaniu kartki ode mnie, odpisuje mi na temat moich wywodów (np. o miejscowym festiwalu artystycznym) miłe słowa i wykazuje ciekawość i zainteresowanie danym tematem (osoba, która otrzymuje kartkę, podczas rejestracji tego faktu ma możliwość wysłania drogą internetową kilku słów do nadawcy). Poza tym dochodzi do tego czytanie kartek otrzymanych i tu w mojej krótkiej przygodzie z postcrossingiem spotkałam się już z różnym zaawansowaniem językowym, ale jest to raczej prosty język, nieskomplikowany, nawet jeśli kartka pochodzi od rodowitych Amerykanów czy Anglików. 

Polecam gorąco całą ideę POSTCROSSINGU : )

P.S. Już jutro Rozdanie! ; )

wtorek, 10 września 2013

Wyzwanie dla zdrowia- Tydzień bez słodyczy!



Krokiem pierwszym w leczeniu moich jelit jest  próba tygodnia bez słodyczy. Żadnych ciast, ciastek, cukierków, czekolady, baton itd. Zastanawiałam się nad rezygnacją z absolutnie wszelkiego cukru (dżemy, jogurty, płatki śniadaniowe), ale to dla mnie za dużo. Myślę, że teraz, gdy jestem w domu i wszędzie czają się smakołyki (słoik z ciastkami, misa ze śliwkami w czekoladzie, krówkami, ciągutkami…), rezygnacja ze słodyczy jest wystarczającym wyzwaniem. Zamiast tego- owoce, bakalie, orzechy, pestki. Docelowo chcę zrezygnować ze słodyczy całkowicie (przynajmniej na cały czas leczenia,a potem sprawdzić, jak one na mnie zadziałają), ale na początku wyzwanie tygodniowe. Zobaczymy, czy się powiedzie, jestem zdeterminowana, także myślę, że bez problemu to wyzwanie przejdzie w codzienność.

Dlaczego?

Nawet nie chodzi o to, że słodycze mają mnóstwo kalorii, do tego pustych. Chodzi o to, że zakwaszają organizm i są doskonałą pożywką dla wszelkich żyjątek (SIBO, Candida). Tak więc mamy tu wszystkie moje potencjalne schorzenia, wymienione tutaj . Na pewno nie wpływają też dobrze na pracę układu trawiennego. 

Tak więc do dzieła!

(P.S. Notka dodała się właśnie automatycznie, a ja teraz pilnie piszę egzamin i walczę o ostatnie dni wolne. Trzymajcie kciuki!!!)

poniedziałek, 9 września 2013

Jelito drażliwe- czas na walkę!

Podejmuję walkę ze swoim schorzeniem dotyczącym jelit i chcę podzielić się tu historią, pomysłami i działaniami w kierunku poprawy, czy nawet wyleczenia. Dlatego w najbliższym czasie pojawi się kilka wpisów na ten temat. Na początek: historia i chęć działania.

Teoretycznie mam jelito drażliwe, postać biegunkową. Praktycznie- nie podoba mi się ta teoria i podważam ją. Do worka „jelito drażliwe” są wrzucane wszelkie mało specyficzne objawowo dolegliwości. Najprościej wydać właśnie taką opinię. Tak było ze mną. Po jednej wizycie u gastrolog dostałam skierowanie na podstawowe badania (m.in. na pasożyty i Helicobacter), a na kolejnej, że nic z wyników nie wynikało, wszystko prawidłowo, jak w zegarku, więc  pani gastrolog stwierdziła- jelito drażliwe. Co prawda miałam mieć robione jeszcze jedno badanie, ale zostało mi ono przełożone już 3 razy (czekam prawie rok), a i następny termin również mi przepadnie. Miałabym badanie już z głowy, ale nagle pani doktor zaplanowała urlop, gdy wizyty były już umówione, po czym wizyty przestawiono na wcześniejsze terminy (około 3 tygodni różnicy), ale oczywiście nie zostałam o tym poinformowana -.- Czuję się generalnie potraktowana z kopyta przez panią doktor i nie zamierzam tak łatwo uznać, że to jelito drażliwe, którego praktycznie nie ma jak wyleczyć (zmień tryb życia na mniej stresujący…). Poza tym moje badania była typowe, nic specyficznego, a można by zbadać np. wit B12, tłuszcz w kale (SIBO), obecność Candidy, czy występowanie celiakii/nietolerancji na gluten (patrz niżej- schorzenia, które podejrzewam). Zaczęłam czytać, drążyć. I wyłapałam schorzenia, które objawiają się tymi samymi dolegliwościami i które mogą występować również u mnie (nie mówię, że mam te schorzenia, nie mówię też absolutnie, że mogę mieć je wszystkie, po prostu objawy się pokrywają i chcę spróbować zadziałać naturalnymi środkami na ewentualne przyczyny, które prowadzą do poniższych). 


-zakwaszenie organizmu

-SIBO

-Candida

Na każdą z tych rzeczy są specjalne diety, dosyć restrykcyjne, prowadzące teoretycznie do poprawy, jednak nie potrafię wprowadzić takich diet w życie, są dla mnie za trudne, wychodziłoby na to, że musiałabym jeść tylko warzywa i owoce. Nie potrafię zrezygnować z chleba, ziemniaków, makaronu, ryżu, w końcu to podstawa diety. Wiem, że można wprowadzić zdrowsze warianty (chociaż np. razowe pieczywo sprawia mi kłopoty trawienne), wiem, że większość z wymienionych zawiera gluten, który generalnie nie jest za fajny dla jelit, ale naprawdę nie umiałabym tak wszystkiego ogarnąć, żeby z tych rzeczy zrezygnować. Może przy zasobnym portfelu i kupie wolnego czasu, owszem. Ale nie w tych warunkach : )

Stwierdziłam, że można to wszystko razem połączyć, jeśli chodzi o zadziałanie w kierunku pozbycia się owych schorzeń i wyszło na to, że chcę zadziałaś w następujących kierunkach:

- zastosowanie produktów odkwaszających organizm

- przyjmowanie produktów niszczących żyjątka

- picie herbat ziołowych wpływających na pracę układu trawiennego

- ograniczenie cukru

- bakterie kwasu mlekowego

- dużo płynów (woda, herbatki, zioła)

- ewentualne doraźne radzenie sobie z trudną sytuacją .


Tak więc zaczynam swoje leczenie, będę się dzielić swoimi działaniami, spostrzeżeniami, jeśli ktoś ma dosyć dziwnych rzeczy w swoim brzuchu- zachęcam do spróbowania! Nie będzie tu żadnych lekarstw, głodówek itd., tylko powszechnie uznawane za zdrowe, a nawet lecznicze produkty i proste zachowania, które mogą pomóc. Zachęcam również do poczytania  Ani, bo jej wpisy zachęciły mnie do tego, żeby podzielić się z Wami moimi dolegliwościami i spróbować w naturalny sposób poradzić sobie z nimi.

piątek, 6 września 2013

Zapiski #4 trochę o sierpniu, trochę o wrześniu

Sierpień nie był tak owocny i optymistyczny, jak lipiec. Trochę nie układało nam się z Lubym, co chwilę coś zgrzytało, z nieporozumień, z charakterów, a przede wszystkich z pracy, którą dostał po swoich praktykach i ciągle jest zajęty. Wiem, że to dobrze, że zdobywa doświadczenie, że mu się udało, że pracodawcy podoba się współpraca, że on uczy się nowych rzeczy, rozwija w swoim obszarze, ale tak jakoś niespodziewanie to wyszło i nagle praktycznie nie ma on czasu. No ale cóż. 

Mimo wszystko  udało mi się znaleźć kilka fajnych rzeczy w sierpniu. Zrobiłam pierwszy raz własnoręcznie sushi, które wyszło obłędnie i bardzo smakowało poczęstowanym. O miłych elementach wspominałam tutaj

Pod koniec sierpnia szukaliśmy mieszkania z TŻ w naszym studenckim mieście. Niestety nadal jesteśmy „bezdomni”. Mieliśmy już ugadane mieszkanie i następnego dnia byliśmy umówieni na podpisanie umowy, jednak przy piwie z okazji tego faktu zadzwonił pan z informacją, że otrzymał korzystniejsza ofertę, której my nie byliśmy w stanie przebić. No i lipka. Mimo to skorzystaliśmy z okazji i poplażowaliśmy troszkę, a mi udało się dopełnić (no prawie) formalności dotyczących odbytych praktyk. 

W poprzedni piątek spotkałam się z P. Było fantastycznie, nagadałyśmy się, ja mogłam się wygadać, napiłyśmy się piwa i to jakiego! Najpierw ze standardowymi ulubionymi sokami, a potem spróbowałam  soku miętowego i tym oto sposobem piłam zielone piwko : ) Mam nadzieję, że przynajmniej jeszcze jedno takie spotkanie czeka nas przed rokiem akademickim.  (Jeszcze raz gratuluję zdanych egzaminów! : ))

Oo, kolejna przyjemna rzecz w sierpniu! Udało mi się wykreślić całkiem sporo z mojej listy potrzebnych rzeczy. Kupiłam upragnioną torebkę, którą uwielbiam. Upolowałam baleriny. Mam parasol „do torebki”. A przy okazji piątkowego wypadu dokupiłam sobie kolorowe tramposze. 

Żeby nie było- troszkę funduszy na powyższe zakupy wpadło przy okazji wyprzedaży niepotrzebnych rzeczy po lipcowych porządkach. Naprawdę jestem zadowolona : ) 

Tymczasem ja uczę się teraz do egzaminu (nie, to nie poprawka, cudowne przełożenie terminu z czerwca na wrzesień -.- z czego nie byłam zadowolona) i mam nadzieję, że drugą połowę września będę mieć totalnie wolną i nareszcie pojedziemy na wakacje razem z TŻ. 

Chcę wrzesień spożytkować zdecydowanie lepiej, mam już kilka pomysłów na nadchodzącą jesień, poza tym, że czeka mnie pisanie pracy (którą miałam napisać w wakacje -.- jak ja się pokażę promotorowi xd poczekam, aż stworzę chociaż coś…). Jeszcze dziś przygotuję „kratki” na wrzesień.

P.S. Nie martwcie się, pamiętam o rozdaniu, już mam skompletowane upominki.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Bikini ochronny krem do twarzy Bielenda- POLECAM!

ze strony producenta

 BIELENDA
Bikini Ochronny krem do twarzy SPF30 cera mieszana i tłusta


Opis producenta:
- specjalistyczny produkt ochronny do twarzy uwzględniający potrzeby skóry tłustej i mieszanej
- INNOWACJA – lekka, nietłusta konsystencja, nie obciążająca cery, nie zatykająca porów
- produkt wielosezonowy i wielozadaniowy – ochrona skóry twarzy latem na plaży, zimą w górach oraz jako city bloker
- ochrona ANTI-AGE na poziomie komórkowym
- skuteczne NAWILŻANIE
- zawartość KWASU HIALURONOWEGO
Cera mieszana i tłusta
Jasna karnacja
WYSOKA OCHRONA

- wzmacnia ochronę przed podrażnieniami i poparzeniami słonecznymi
- nie zatyka porów, łagodzi zmiany trądzikowe
- przeciwdziała nadmiernemu wysuszeniu skóry i utracie wody z naskórka
- zapobiega powstawaniu przebarwień spowodowanych słońcem – chroni przed fotostarzeniem
- wspomaga ochronę anti-age i opóźnia procesy starzenia się skóry
- intensywnie nawilża, poprawia jędrność i elastyczność skóry

Krem szybko się wchłania, pozostawia przyjemne uczucie gładkiej, miękkiej i jedwabistej skóry.



Skład:
Aqua (Water), Caprylic/Capric Triglyceride, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Octorylene, Sorbitan Stearate, Sorbityl Laurate, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Glycerin, Dimethicone, Propylene Glycol, Caesalpinia Spinosa Oligosaccharides, Caesalpinia Spinosa Gum, Sodium Hyaluronate, Tocopheryl Acetate, Hydroxyethylcellulose, Ethylhexylglycerin, Disoduym EDTA, Phenoxyethanol, DMDM Hydantoin, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.


Cena i dostępność:
Płaciłam około 11zł/50ml w Realu. Łatwo dostępny. 


Opinia:
Plusy:
+zapach
+cena
+lekka konsystencja, nietłusta
+szybko się wchłania
+łatwo rozprowadza i nie bieli
+sprawdza się pod makijaż
+nie zatyka porów
+nie powoduje świecenia skóry
+nawilża
+chroni przed słońcem
+całkiem wydajny (jedną tubkę używam około 2 miesiące,a nadal się nie skończył)
+tubka zamiast słoiczka sprawdza się, gdy trzeba zabrać krem na plażę, szlak itp.

Minusy:
-hmm, szczerze, to nie widzę takowych

Jestem zachwycona tym kremem! Sprawdza się na słońcu, dba o moją skórę, nie świecę się, nie jestem po nim biała, nie jest tłusty. Na pewno kupię go za rok! Koleżanka podczas wspólnego opalania wypróbowała go i następnego dnia kupiła tubkę dla siebie. Jest obłędny! A i co dla niektórych może okazać się bardzo ważne- wypróbowałam pod makijaż i nie ma z nim żadnego problemu.
Polecam gorąco!!!

P.S. Już niedługo książkowe rozdanie!

niedziela, 25 sierpnia 2013

English Every Day! - mój angielski

Dzisiaj chcę napisać o tym, co robię w kierunku mojego angielskiego. Generalnie moje braki w angielskim opierają się na dwóch rzeczach- małym zasobie słów i braku umiejętności swobodnej konwersacji. Drugi problem raczej tkwi we mnie, ale pierwszy wynika z faktu, że angielskiego uczę się dopiero od liceum, w dodatku nie miałam wtedy możliwości uczenia się od podstaw, zostałam po prostu wrzucona do jednego worka z ludźmi wcześniej uczącymi się angielskiego, no przynajmniej te 3 lata gimnazjum. Co prawda na koniec liceum dostałam przy klasie mega pochwałę od nauczycielki angielskiego, że zrobiłam największe postępy i w ogóle była ze mnie bardzo zadowolona, ale nie zmienia to faktu, że miałam styczność z mniejsza ilością słów. Tak więc głównie w tym kierunku idą moje działania obecnie. 

Zostając w temacie mojej historii z angielskim- na studiach nie miałam wyboru języka, narzucony był angielski. Dobrano nam poziomy itd., trafiłam na B1 (który miałam w liceum -.-), chociaż teoretycznie wg punktacji wychodziło B2, ale grupy nie pasowały i musieli jakoś to ogarnąć, i szczerze mówiąc czuję się w gorszym stanie językowym niż przed studiami… Smutne. Przerabialiśmy podręcznik, robiliśmy ćwiczenia, słuchaliśmy itd. Przez pierwszy rok jakoś to wychodziło, pani wyciągała nas do gadania. Ale w drugim roku zmienili nam prowadzącą, która po kilku godzinach zajęć uznała, że nie lubimy gadać i po prostu tego nie robiliśmy. No dobra, może czasem wyciągnęła kogoś, ale w porównaniu z pierwszym rokiem powiedziałam milion razy mniej. Poza tym oglądaliśmy filmy, byliśmy chyba jedną z bardzo niewielu grup, które nie przygotowywały prezentacji na zaliczenie itd. Itd. 


Aktualnie w kierunku rozwoju mojego angielskiego robię następujące rzeczy:

- memrise.com i kurs z (zdaje się) 502 słówkami, które trzeba znać (nie, nie są to totalne podstawy, jak kolory xd)

- od czasu do czasu czytam Harrego Pottera 

- zakupiłam fiszki (czasowniki frazowe; a fiszki ostatnio były w Biedronce za około 6zł) i i będę ćwiczyć

- czytam artykuły naukowe do swojej inżynierki (no dobra, nie czytałam ich przez ostatnie 2 miesiące, ale już niedługo do tego siadam)

- oglądam seriale po angielsku, ale z polskimi napisami




Co zamierzam wprowadzić w życie:

- robić fiszki/założyć słowniczek nowych słówek, na które trafię w książkach, czy artykułach

- oglądać seriale i filmy z angielskimi napisami!

- zacząć kupować 2-miesięcznik English Matters- natknęłam się na wzmiankę o nim gdzieś w internecie, poczytałam, o co chodzi i na pewno będę się zaopatrywać (podobnie w 3-miesięcznik z rosyjskim) tutaj link: http://em.colorfulmedia.pl/

- GADAĆ GADAĆ GADAĆ!!!! Na początek myślę, że możemy ustalić z moim Lubym jakiś dzień tygodnia, w którym będziemy ze sobą porozumiewać się tylko po angielsku. Mój TŻ jest naprawdę wygadany w angielskim, więc szkoda byłoby z tego nie skorzystać! (buziaki ; *) No dobra, trzeba z tym poczekać, aż wrócimy do naszego akademickiego miasta.

- Zastanawiam się nad kursem konwersacyjnym w jakiejś szkole językowej, ale w tej chwili byłby to dla  mnie ogromny stres i nie chodziłabym tam z przyjemnością, dlatego na razie chcę postawić pierwsze kroki w tej kwestii z Ukochanym

- Zająć się angielskim zawodowym- mam do tego podręcznik (dostawaliśmy w prezencie od Uczelni/Unii E., ale z niego nie korzystaliśmy). Poszerzę dzięki temu swoje słownictwo, ale też będę czuła się pewniej w razie pytań na rozmowie kwalifikacyjnej, generalnie będzie to przydatne.

- Więcej czytać po angielsku- Harry Potter ma całkiem sporo niezrozumiałych dla mnie słów, ale są za to książeczki dostosowane zasobem słów do poziomu czytelnika- Penguin Readers. Można kupić, można znaleźć w internecie. Czytałam kiedyś taką książeczkę i naprawdę było to dla mnie przyjemne. Owszem, trafiały się niezrozumiałe słówka, ale jest ich zdecydowanie mniej w porównaniu np. z HP.

- Czytać z zakreślaczem w ręku!- przyda się do robienia fiszek, co by pamiętać, o które słówka mi chodziło, bo gdybym miała czytać ze słownikiem w ręku, czy z laptopem na kolanach, byłoby to trochę uciążliwe.


Mam nadzieję, że mój angielski ruszy pełną parą, chcę wreszcie przełamać swój opór językowy, chcę zacząć swobodnie mówić po angielsku, nie wymaga to przecież nie wiadomo jak dużej ilości znanych słówek. Wiem, że dam radę! 

A Wy co robicie w kierunku swojego językowego rozwoju? Może chcecie mi coś polecić?

P.S.
Już niedługo zamierzam przeprowadzić małe książkowe rozdanie : ) Zachęcam do śledzenia!